„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind

„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind

1421_pachnidlo

Tytuł książki sugeruje, że mamy do czynienia z kryminałem albo thrillerem, ale nic bardziej mylnego. Osoby poszukujące brutalnych morderstw, tajemniczego wizerunku mordercy, zagadki przeciskającej się przez wszystkie strony, niestety się rozczarują, bo książka nie opowiada historii typowego mordercy. W takim razie o czym jest pachnidło? Kim jest tytułowy morderca?

Historia rozpoczyna się 17 lipca 1738 roku w Paryżu, kiedy to na straganie rybnym przychodzi na świat Jan Baptysta Grenouille, który posiada niezwykły dar, dzięki któremu może wyczuć i rozpoznać każdy zapach. Życie tego chłopca od początku nie jest usłane różami: najpierw zostaje odebrany matce, potem trafia do rąk jednej z mamek, która szybko nudzi się opieką nad chłopcem, trafia do kolejnej i kolejnej, aż wreszcie przygarnia go kobieta, która jest pozbawiona wszelkich uczuć. Po kilku latach madame Gaillard, przerażona dziwnymi zdolnościami chłopca, postanawia oddać go w ręce paryskiego garbarza. Chłopiec przez długie lata ciężko pracuje, jada resztki i ochłapy, śpi na zimnej, twardej podłodze i… przechadza się po ulicach Paryża po to, aby rozwijać i doskonalić swój dar. Wreszcie trafia do najlepszego paryskiego perfumiarza, który stoi na skraju bankructwa i pomaga mu odbić się od dna, opracowując najpiękniejsze zapachy na świecie. Po latach otrzymuje tytuł czeladnika i wyrusza w świat. Kolejne 7 lat życia spędza w jaskini żywiąc się mchem, ptakami, dżdżownicami. Przerażony pewną wizją, odrzuca życie w jaskini i rusza dalej. Lata mijają, a Jan Baptysta znajduje pracę w warsztacie perfumeryjnym, gdzie chce doskonalić metodę, dzięki której uzyska wymarzony i upragniony zapach.

Autor książki stworzył niesamowitą postać. Chłopiec, który na początku wzbudza naszą litość, staje się obrzydliwym mordercą, którego zaczynamy nienawidzić. Jan Baptysta Grenouille to jedna z najciekawszych i najbardziej intrygujących postaci, z którymi miałam okazję się spotkać. Poznajemy chłopca, kiedy przychodzi na świat, towarzyszymy mu przez pierwsze miesiące życia, przyglądamy się jego okrutnej egzystencji, podróżujemy razem z nim. Wydaję się, że wiemy wszystko na temat głównego bohatera, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Moim zdaniem jeszcze żaden autor nie skupił się tak bardzo na psychice i przemyśleniach głównego bohatera. Ciekawe jest również, że główny bohater nie posiada uczuć. Nie potrafi kochać, nienawidzić, współczuć. Jest również odporny na choroby i ból.

Patrick Süskind ma niezwykle piękny język narracji. Jego powieść jest pełna poetyckich opisów, które czyta się bardzo łatwo i szybko. W książce pojawia się bardzo mało dialogów. Autor z ogromną dokładnością i precyzją opisuje zapachy i „rozbiera” je na części, odkrywa je na nowo, przedstawia w zupełnie inny sposób. Czasami zatrzymywałam się podczas lektury i próbowałam doszukać się w jakimś zapachu czegoś innego, bardziej głębokiego, chciałam przynajmniej na chwilę poczuć świat tak jak główny bohater. Ta powieść to wspaniała podróż po królestwie zapachów. Nietypowa historia, która powinna wciągnąć każdego. Dzięki tej książce odbyłam osobistą podróż i pierwszy raz podczas czytania nie próbowałam wyobrażać sobie poszczególnych scen, ale usiłowałam za wszelką cenę wyobrazić sobie te wszystkie zapachy.

Książka ta, u jednych może wzbudzić zachwyt, a u drugich obrzydzenie, bo główny bohater popełnia okrutne zbrodnie, które służą tylko zaspokojeniu jego potrzeb i spełnieniu jego marzenia, ale nie łatwo przejść obok tej książki obojętnie, bo wzbudza skrajne emocje i na pewno zostaje w pamięci. To nietypowa i absurdalna historia, która opisuje drogę do spełnienia marzeń, zaspokojenia potrzeb, uciszenia sumienia, złagodzenia instynktu i walki z darem, który jednocześnie jest przekleństwem.

Moja ocena: 7/10

Reklamy
„Prochy” Ilsa J. Bick

„Prochy” Ilsa J. Bick

prochy-b-iext8577122

Po wielkim sukcesie „Igrzysk Śmierci” pisarze na całym świecie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęli przelewać na kartki tudzież ekrany komputerów swoje brutalne wizje przyszłości. I nie widzę w tym nic złego, w końcu tego typu książki znalazły na świecie rzeszę fanów i cieszą się ogromnym sukcesem. Do książek tego typu śmiało można zaliczyć „Prochy”. I bez bicia przyznam się, że to napis na okładce, który brzmi: „Jedna z najlepszych powieści w duchu Igrzysk Śmierci”, zachęcił mnie do przeczytania tej książki. „Prochy” to pierwsza część trylogii, która w Polsce nie doczekała się kontynuacji.

Alex, śmiertelnie chora 17-latka, postanawiam rzucić wszystko i wyruszyć w podróż, która ma jej pomóc uporządkować życie i pogodzić się ze śmiercią. W trakcie żmudnej i ciężkiej podróży niebo rozświetla oślepiający błysk, a na ziemię spada deszcz martwych ptaków. A to dopiero początek… Telefony i inne urządzenia nie działają, jedynym środkiem transportu są własne nogi, a od miasta dzieli dziewczynę dobre kilka dni drogi. Alex wraz ze swoją młodszą towarzyszką Ellie, którą poznała na chwilę przez rozbłyskiem, wyrusza w drogę w poszukiwaniu schronienia. Szybko okazuje się, że brak prądu i deszcz martwych ptaków to nie jedyny problem dziewczyn. Alex i Ellie na swojej drodze napotykają nastolatków, którzy przejawią akty kanibalizmu. Na szczęście, jakiś czas później, na ratunek przychodzi Tom- młody żołnierz na urlopie, który postanawia dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło i wyrusza z dziewczynami w dalszą podróż.

Książkę czytałam bardzo długo. Nie mogłam przez nią przebrnąć. Autorka opisywała sceny w bardzo chaotyczny sposób i często łapałam się na tym, że nie wiedziałam, co wydarzyło się 5 kartek temu. Mimo wszystko, historia była bardzo intrygująca. Nie brakowało w niej akcji. Każdy rozdział obfitował w zaskakujące wydarzenia. Opis książki wskazywał na wartką akcję, ale przyznam, że nie spodziewałam się tylu opisów brutalnych scen. Zaskakiwało mnie, że autorka z tak dużą dokładnością opisywała akty kanibalizmu, agresji wobec zwierząt i drugiego człowieka oraz morderstwa. Nie ukrywam, że czasami musiałam zamknąć oczy i poczekać chwilę, żeby ochłonąć. Dziwne, że grupą docelową tej książki jest młodzież. Moim zdaniem to zdecydowanie zbyt mocna książka dla młodych ludzi. Sama jestem nastolatką i przyznaję, że nie raz czułam obrzydzenie, a książka wywołała u mnie skrajne emocje.

Ilsa J. Bick stworzyła niezwykle mocną fabułę, która może zdziwić niejednego doświadczonego czytelnika. Ale „Prochy” to nie tylko wizja przerażającego świata, ale to również powieść o dojrzewaniu, walce z własnymi lękami, godzeniu się z losem i miłości, która nawet w obliczu tak potwornych rzeczy jest w stanie przetrwać. Śmiało mogę polecić tą książkę, ale po raz kolejny podkreślam, że książka jest przeznaczona dla trochę starszych czytelników.

Moja ocena: 6/10