„Dziesięć bram świata” Tadeusz Biedzki

„Dziesięć bram świata” Tadeusz Biedzki

9286_99905419286

Dziesięć bram świata to bez wątpienia pozycja wyjątkowa, która nie koniecznie musi przypaść do gustu miłośnikom książek podróżniczych. Tadeusz Biedzki- podróżnik, publicysta i pisarz, zabiera czytelników w niesamowitą podróż do miejsc, gdzie to nie zabytki i krajobrazy są najważniejsze, ale bohaterowie, którzy codziennie muszą stawiać czoła trudnemu, a chwilami niebezpiecznemu życiu.

Autor książki zabiera nas w dziesięć różnych miejsc, które różnią się od widoków do, których przywykliśmy wertując książki podróżnicze tudzież gazety lub katalogi znanych biur podróży. Są to miejsca, do których turyści nie powinni się zapuszczać ze względu na niebezpieczeństwo, które czyha z każdej strony. Tadeusz Biedzki postanowił nagiąć pewne zasady i dotrzeć do miejsc, które nazwał „bramami świata”, aby pokazać świat z innej, bardziej ludzkiej i prawdziwej strony. Dzięki temu poznajemy ludzi, którzy zupełnie inaczej niż my patrzą na życie i śmierć. Poznajemy ludzi, którzy całą swoją wiarę pokładają w kulturze i religii.

„Pierwsza brama” to rozdział poświęcony Betlejem, a dokładniej skutkom konfliktu palestyńsko- izraelskiego, który z roku na rok coraz bardziej się pogłębia. Nie tak dawno czytałam Drzewo migdałowe (tutaj), którego akcja rozgrywa się w centrum tego konfliktu i aż trudno uwierzyć, że fikcja literacka jest tak bliska prawdy, o której między innymi pisze autor książki, który był i widział jak wyglądają relacje między tymi państwami. Kolejny rozdział to podróż wgłąb nieokiełznanej Sahary, którą zamieszkuje chyba jeden z najbardziej tajemniczych ludów na świecie, czyli Tuaregowie. Przecierałam oczy ze zdumienia na samą myśl o tym, że Tuaregowie bez żadnych obaw przemierzają pustynne obszary, żyją w samym sercu Sahary i pasą sobie bydło niczym najzwyklejsi na świecie farmerzy, a ilu śmiałków przepłaciło życiem myśląc, że są w stanie przemierzyć Saharę.

Najbardziej poruszył mnie rozdział poświęcony Indiom. Autor pokazał Indie z zupełnie innej strony. Takich Indii nie znajdziemy nawet  w filmach bollywoodzkich, nie mówiąc już o telewizji czy książkach. Obraz pokazany przez Pana Tadeusza nie jest idealny i kolorowy, ale prawdziwy. Moim zdaniem, był to jeden z najbardziej urzekających rozdziałów. Jestem pełna podziwu dla Hindusów, bo ich wiara w religię i kulturę jest tak silna, że są w stanie unieść każdy ciężar. Ich kultura jest również niesamowicie zróżnicowana i pełna zaskakujących obrzędów. Hindusi wszystkich zmarłych zanurzają w wodzie Gangesu, aby oczyścić ich z grzechu, a potem palą ciała nad brzegiem rzeki. Jeszcze bardziej szokującym zwyczajem są kąpiele w Gangesie, które zdaniem Hindusów działają oczyszczająco na ciało i duszę. To prawie jak kąpiel ze zmarłymi. W Indiach można również trafić na sadhu, czyli wędrownych mędrców, których całe życie podporządkowane jest pełnej ascezie, medytacji, gimnastykowaniu ciała i umysłu oraz kontemplacji. Są sadhu, czyli tak jakby martwi dla świata, jedzą niewiele, piją tylko w skrajnych przypadkach, potrafią siedzieć w jednym miejscu przez wiele tygodni po to, aby później wstać i ruszyć przed siebie nie planując kolejnego przystanku. Niesamowite!

Najwspanialsze w tej książce jest to, że autor żadnego tematu nie wyczerpuje do końca, dając nam wolną rękę. Możemy sami poszukać w książkach i encyklopediach informacji, o tych miejscach, o których trochę opowiedział nam autor. Każdy rozdział jest zwięzły i krótki, co sprawia, że po przeczytaniu książki pojawia się lekki niedosyt i ogromna chęć poznania tego świata jeszcze głębiej i jeszcze bardziej.

Warto wspomnieć również o samej książce, która przepięknie została wydana. Śnieżnobiałe, kredowe kartki, przepiękne zdjęcia pod, którymi pojawiają się krótkie informacje, które są doskonałym uzupełnieniem treści oraz mapki, które zostały dołączone do każdego rozdziału i, które pomagają odnaleźć się w tym wielkim świecie.

Dziesięć bram świata to książka idealna dla ludzi ciekawych świata. Tadeusz Biedzki na podstawie własnych doświadczeń i przygód opowiada nam historię, o których nigdzie indziej nie usłyszymy. Niektóre historie mogą wydać się nawet nieprawdopodobne, ale to właśnie życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze i nic dziwnego, że każdy rozdział jest przepełniony dziwnymi, zaskakującymi i szokującymi historiami. Dziesięć bram świata to nie jest książka o pięknym miejscach, ale o pięknych ludziach i ich kulturze. Czasami warto się zatrzymać, pomyśleć i wyobrazić sobie świat, który mamy na wyciągnięcie ręki, ale który tak bardzo rożni się od naszego.

Moja ocena: 8/10

„Kobieta na krańcu świata” Martyna Wojciechowska

„Kobieta na krańcu świata” Martyna Wojciechowska

Kobieta-na-krancu-swiata

Słoń jest dla człowieka symbolem szczęścia. Człowiek dla słoni mógłby być symbolem nieszczęścia. Płaci, żeby mógł postawić na półce figurkę słonia z prawdziwej kości słoniowej. Oczywiście na szczęście…

Ostatnimi czasy całym sercem pokochałam książki podróżnicze. Nie mam warunków, aby podróżować, dlatego z ogromną przyjemnością sięgam po książki, które mogą mnie zabrać w egzotyczne miejsca i pomóc mi poznać historie z różnych zakątków świata. Martyna Wojciechowska to kobieta z pasją. To niesamowite z jaką cierpliwością, miłością i dojrzałością podchodzi do swoich podróży. Stara się czytelnikowi przekazać wszystkie emocje, które towarzyszyły jej podczas podróży. To wspaniałe, bo przynajmniej na chwilę można się przenieść w inne miejsce i poczuć, że jest się częścią historii.

Carmen walczy jako zapaśniczka. Co walkę ociera się o śmierć, bo chce utrzymać rodzinę. Edith żyje na farmie i zajmuje się przepędzaniem bydła. Doskonałe radzi sobie w jeździe na koniu, a konie są jej wierne niczym pies. Kobiety w Wenezueli obsesyjnie dbają o swój wygląd i chcą wyglądać idealnie. Nawet 16-letnie dziewczyny są poddawane operacjom plastycznym. So Tonh to kobieta, która zasługuje na ogromny szacunek, bo codziennie, razem z innymi kobietami, wychodzi na pole minowe i detonuje miny. Jest też Bien, która prowadzi pływający biznes. Daphne opiekuje się osieroconymi słoniami. Robi to od lat i oddaje się temu zajęciu całym sercem. Sama mówi, że jest mamą wszystkich osieroconych słoni. W Zanzibarze poznajemy mężczyznę, który ma dwie żony. Zaś w Namibii poznajemy młodą dziewczynę z plemienia Himba, która zostaje zmuszona do małżeństwa.

Martyna zabiera nam w niesamowitą podróż po różnych zakątkach świata, gdzie poznajemy kobiety, które na pierwszy rzut oka wydają się różne, ale tak naprawdę łączy je jedna cecha: ogromna siła. Są silne na tyle, aby wyzwolić się spod władzy mężczyzn i pokazać im, że kobieta potrafi się odnaleźć w typowo męskich zajęciach. Są silne na tyle, aby walczyć o swoje marzenia, dążyć do ich spełniania. Są silne na tyle, aby codziennie ryzykować życie dla dobra bliskich. Są silne na tyle, aby nawet wbrew sobie pozostać wierną tradycji.

Bohaterki Martyny Wojciechowskiej są fascynujące. Każda ma swoją wyjątkową historię, która na długo pozostaje w pamięci. Dzięki Martynie, nie tylko poznałam wspaniałe kobiety, ale również mogłam bliżej poznać kulturę oraz tradycję innych krajów. Czytanie tej książki to była wspaniała zabawa i niezapomniana podróż. Polecam każdemu!

Moja ocena: 8/10

„Kobieta na krańcu świata 3” Martyna Wojciechowska

„Kobieta na krańcu świata 3” Martyna Wojciechowska

352x500

Martyna Wojciechowska to silna, niezależna, pewna siebie i świadoma kobieta, która robi to co kocha. Na co dzień matka Marysi i zapalona podróżniczka. Zdobyła Koronę Ziemi, wzięła udział w rajdzie Paryż-Dakar oraz Sahara-Dakar i ukończyła go jako pierwsza Polka. Interesuje się motoryzacją, nurkowaniem, wspinaczką i… podróżami. Jest redaktorem naczelnym polskiego National Geographic. Moim zdaniem Martyna jest wzorem do naśladowania, kobietą, którą warto podziwiać za to co robi i jak się tym dzieli z innymi.

Na pewno kojarzycie program o tym samym tytule. Napisana przez Martynę książka jest doskonałym uzupełnieniem programu. W pół godziny można pokazać tylko namiastkę tego co tam się działo, dlatego Martyna postanowiła napisać książkę, żeby pokazać o wiele więcej. I wyszło jej to naprawdę dobrze, pomimo tego, że tak wiele razy podkreślała, że pisać nie lubi. Podoba mi się to jak Martyna opowiada. Nie skupia się tylko na historiach bohaterek, ale opisuje różne, piękne miejsca, opowiada o ludziach, których spotkała zupełnie przypadkowo, wspomina zabawne przygody, które przytrafiły się całej ekipie, pisze o emocjach, które goszczą na twarzach bohaterek w trakcie rozmów i dzieli się swoimi odczuciami i przemyśleniami.

A styl pisani Martyny jest lekki i prosty, dzięki temu książkę czyta się szybko i bez większych problemów. Treści jest naprawdę sporo. Nie dość, że Martyna opowiada historie bohaterek to dodatkowo robi nam krótką powtórkę z historii, przywołuje legendy i ciekawe wydarzenia, które miały miejsce w Polsce, ale co najważniejsze, zasypuje nas masą ciekawostek. Uwielbiam czytać różne ciekawostki ze świata, które czasami szokują, bawią, wprawiają w zakłopotanie i uczą, dlatego duża ilość ciekawostek jest ogromnym plusem tej książki. Kolejnym plusem jest jakość papieru i duża ilość zdjęć, które jeszcze bardziej wciągają nas w lekturę i sprawiają, że te wszystkie historie stają się nam bliższe.

Ale to bohaterki książki zasługują na największą uwagę. To zadziwiające, że czasami wystarczy 500 km, żeby rola kobiety i jej cele zupełnie różniły się od naszych. Dziękuję Martynie, że pozwoliła mi poznać te wszystkie wspaniałe kobiety. Każda bohaterka żyje w innych świecie, pełni inną rolę w rodzinie i życiu, ma inne cele, marzenia i pragnienia, wiedzie zupełnie inne życie. Jedna opiekuje się szczurami, druga fizycznie jest mężczyzną, ale psychicznie stuprocentową kobietą, trzecia większość życia spędza w powietrzu, czwarta jest pogromczynią byków, piąta uprawia czary, szósta jest kangurzą mamą, a siódma pełni rolę potrójnej żony. Pozornie, te kobiety nie łączy nic, ale jest jedna rzecz, która sprawia, że łączy je jednak bardzo dużo: są kobietami. I robią to, co każda kobieta.

Niektóre historie są bardzo szokujące. Sama Martyna różnie reagowała na opowieści swoich bohaterek, nie zawsze podobało jej się to, co robiły, ale zawsze okazywała im szacunek i zrozumienie i nigdy nie próbowała ich zmieniać i namawiać na wybranie innej drogi. Martyna z ekipą odwaliła kawał dobrej roboty. Pokazała mi piękne miejsca i wspaniałe bohaterki. Przybliżyła mnie do tak odległych i niedostępnych miejsc, nauczyła mnie, że kobieta jest kobietą i każda z nas zasługuje na ogromny szacunek za to, co robi.

Serdecznie polecam Wam „Kobietę na krańcu świata 3”. To niesamowita podróż do dziwnych miejsc i możliwość poznania tajemniczych kobiet. Doskonała książka podróżnicza, która zasługuje na większą uwagę i uznanie niż program, który niestety nie pokazuje tak wiele jak lektura.

Moja ocena: 8/10