„Zaklinacz czasu” Mitch Albom

„Zaklinacz czasu” Mitch Albom

Albom_Zaklinaczczasu_500pcx_

„Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba”

Czy próbowaliście kiedyś wyobrazić sobie życie bez odmierzania czasu? Ja nie. Mamy ustaloną porę na wstawanie, pójście do szkoły/pracy, spędzanie czasu z przyjaciółmi, pójście do kina, na spacer. Kiedy coś planujemy spoglądamy na zegarek, kalendarz albo grafik. Cały czas odliczamy dni, godziny, minuty, sekundy. Są takie chwile, kiedy godzina wydaje się nam wiecznością, a innymi razem rozpaczliwie błagamy, aby trwała dłużej. A gdyby tak zatrzymać się i pomyśleć o naszym czasie- o jego przeżywaniu, znaczeniu i przemijaniu? Może trzeba zrobić małe doświadczenie i przeżyć jeden dzień bez spoglądania na zegarek?

„Zaklinacz czasu” składa się tak naprawdę na trzy historie. Jedna z czasów wieży Babel, kiedy to ludzie jeszcze nie potrafili odmierzać czasu oraz dwie współczesne- o dziewczynie, która rozpaczliwie pragnie zdobyć serce pewnego chłopaka i potwornej walce bogacza ze śmiertelną chorobą. Każda z tych postaci jest inna, nie łączy ich żadna wspólna więź, ale ich losy w pewnym momencie łączą się, tworząc dość ciekawy wątek.

„Tylko człowiek odmierza czas. Tylko człowiek wybija godziny. I właśnie dlatego jedynie człowiek doświadcza paraliżującego strachu, którego nie zniosłoby żadne inne stworzenie. Strachu przed tym, że zabraknie czasu.”

Sama historia jest dość nudnawa. Poznajemy zakompleksioną nastolatkę, która zakochuje się w popularnym chłopaku i za wszelką cenę próbuje zdobyć jego serce. W tym samym czasie, kiedy to nastolatka walczy o chłopaka swoim marzeń, bogaty staruszek dowiaduje się o swojej śmiertelnej chorobie i wymyśla plan, dzięki któremu zdoła oszukać śmierć. Na szczęście pojawia się trzecia historia, historia Dora, który nazywany jest przez narratora Ojcem Czasu. I to dzięki historii Dora, cała ta powieść staje się ciekawa. Później, te trzy zupełnie różne historie łączą się, a bohaterowie próbują obrócić bieg wydarzeń. Ale myślę, że autorowi nie chodziło o genialną powieść trzymającą w napięciu czy śliczną historię, o tym jak ważne jest życie. Przede wszystkim autor chciał sprowokować czytelników do głębokich refleksji. Chciał pokazać, że czas to nie tylko wskazówki pędzące na tarczy zegara, ale to również chwile, które spędzamy z najbliższymi, to momenty, kiedy spełniamy swoje marzenie, dlatego ważne jest, aby ten czas szanować, łapać chwile, czerpać garściami z każdego dnia, korzystać maksymalnie z tego co przynosi nam każda minuta i nie przejmować się, że nie zdążyliśmy na autobus czy zapomnieliśmy o umówionym spotkaniu. A co najważniejsze, trzeba pamiętać, że to nie my jesteśmy panami swojego czasu i jakakolwiek próba odwrócenia czasu, zmienienia jego biegu, skończy się dla nas niepowodzeniem.

Ciężko pisać o tak mądrej książce. Najlepiej przeczytać ją samemu i zastanowić się nad tym wszystkim co zafundował nam autor. Ale ta powieść to nie tylko bohaterowie, fabuła i głębokie refleksje, ale to również zbiór przepięknym aforyzmów i złotych myśli, które na pewno zakorzenią się w sercu każdego czytelnika. Ja jestem zakochana w tej powieści, chociaż na początku byłam trochę znudzona, ale później, kiedy zrozumiałam cały sens wędrówki przez tą powieść, stwierdziłam, że jest ona warta tych kilku chwil nudy.

Moja ocena: 8/10

Reklamy