„Przegląd końca świata: Feed” Mira Grant

„Przegląd końca świata: Feed” Mira Grant

przeglad-konca-swiata-feed-b-iext12868127

 

To chyba jedna z najtrudniejszych recenzji jaką przyszło mi napisać. Zabieram się za nią od dobrych dwóch tygodni i dalej nie wiem, co tak naprawdę chcę napisać i czy napiszę wszystko, co chodzi mi po głowie. PKŚ: Feed nie trzeba nikomu przedstawiać, bo ta powieść o zombie jakiś czas temu odniosła oszałamiający sukces, znalazła miliony fanów na całym świecie i myślę, że jeśli ktoś jej nie czytał to na pewno na jej temat słyszał wiele.

Zombie to istoty, które od wielu wielu lat mają swoje miejsce w kulturze. Zaczęło się od kultowego filmu Romera z 1968 roku, pt. Noc żywych trupów, który zapoczątkował modę na horrory o zombie, potem pojawiły się książki i komiksy, później seriale, a teraz zombie to temat, który przewija się wszędzie. Autorka, spod pióra której wyszła ta powieść, to potwornie ciekawa i wyjątkowa postać. Posiada status członka- założyciela obozu survivalowego Horror Movie Sleep- Away i ustanowiła rekord nie do pobicia w długości przeżycia w jednej z konkurencji. Mieszka w otoczeniu kotów, horrorów, komiksów i książek, a kiedy nie pisze, podróżuje i uczestniczy w kursach wirusologicznych. Sami widzicie, że na pierwszy rzut oka Mira Grant to szalona i trochę pokręcona babka, z którą ciężko byłoby się dogadać, więc nic dziwnego, że napisała tak oryginalną i ciekawą powieść.

(…) Przełomowe momenty dostrzegamy dopiero wtedy, gdy już miną.

Rok 2014 przyniósł ludzkości zagładę. Lekarze wynaleźli lekarstwo na raka i zwykłe przeziębienie. Jednak nie wszystko poszło po ich myśli, bo pojawił się nowy wirus- Kellis- Amberlee, który zamienia ludzi w żywe trupy. Dwadzieścia lat po wybuchu epidemii poznajemy Georgie i Shauna- rodzeństwo nowego pokolenia. Świat już nie jest taki jak sprzed dwudziestu lat. Ludzie zmodernizowali miasta, zamieszkali w odizolowanych domach, a zombie trzymane są z dala o ludzi, dzięki nowoczesnym systemom bezpieczeństwa. Media również uległy zmianie. Teraz jedynym prawdziwym i rzetelnym źródłem informacji jest blogosfera, na której odważni i czasami lekkomyślni blogerzy robią wszystko, aby przekazać światu prawdę. Georgie, Shaun i Buffy to wpływowi blogerzy, którzy dostali wyłączność na relację z kampanii wyborczej jednego z kandydatów na prezydenta. Taka kampania to dla nich ogromna szansa, aby zarobić ogromne pieniądze, wypromować bloga i wspiąć się na sam szczyt, więc nic dziwnego, że bez chwili wahania postanawiają przyjąć propozycję.

W uniwersum Miry Grant światem rządzą blogerzy. Tylko oni są na tyle szaleni, odważni i zabawni, aby przekazywać światu ważne informacje, a przy okazji dostarczać mu ogromną dawkę rozrywki. Nasi główni bohaterzy to blogerzy, którzy za wszelką ceną chcą zyskać sławę. Są oni gotowi na niezrozumiałe poświęcenie i ryzyko, aby zdobyć to, czego pragną. Georgie pod tym względem była mistrzynią i to było ogromnym minusem tej postaci. Każdy jej ruch, każdy jej gest, a nawet jedzenie posiłków były poprzedzone chłodnymi kalkulacjami, czy ta konkretna czynność przybliży ją do upragnionego celu. Georgie jest zgorzkniała, cyniczna, arogancka i za bardzo zadufana w sobie, żeby widzieć coś więcej niż czubek własnego nosa. Przez większość powieści ta dziewczyna narzekała na zbyt niskie statystyki na blogu i swoich współpracowników, którzy ośmielili się działać bez jej ówczesnej zgody. Nie polubiłam Georgie ani trochę, co było dla mnie strasznie irytujące biorąc pod uwagę, że ta pani jest narratorką. Jest jeszcze Shaun- brat Goergie, który odgrywa w książce rolę lekkomyślnego chojraka, ale przy tym jest niezwykle mądry i błyskotliwy. Nie podejmuje pochopnie decyzji, działa przede wszystkim dla własnej zabawy i satysfakcji i nie jest tak bardzo rozhisteryzowany jak jego siostra. I wisienką na torcie jest Buffy, która z jednej strony idealnej pasuje do tej drużyny, ale z drugiej , jest całkowitym przeciwieństwem rodzeństwa. Buffy to urocza dziewczyna, która na swój sposób jest delikatna i wrażliwa. Pisze opowiadania, czasami buja w obłokach, ale żeby jej słodka natura nikogo nie zwiodła okazuje się również, że Buffy jest najlepszym specem komputerowym i zna się na wszystkim i potrafi przechytrzyć nawet profesjonalistów. Szkoda tylko, że pozostali bohaterowie się nie popisali. Mogłabym o nich napisać jedno, góra dwa zdania i nic więcej.

– Wcale nie – powiedziałam, poddając się temu, co nieuniknione. – Po prostu będzie później. Później nie znaczy lepiej. Później oznacza tylko mniej czasu.

Świat Miry Grant jest dopracowany z ogromną dbałością o szczegóły, dopięty na ostatni guzik i tutaj nie można się do niczego przyczepić. Widać pracę i serce włożone w tę powieść. Połączenie apokalipsy zombie, blogosfery i intryg politycznych to ciekawy i oryginalny pomysł. Nagromadzenie wątków jest tak ogromne, że łatwo się pogubić po kilku pierwszych stronach. A akcja w tej książce pędzi na łeb, na szyję praktycznie od pierwszej do ostatniej strony. Chociaż nie brakowało tutaj przeraźliwie nudnych i ciągnących się opowieści i opisów. Roztrząsanie przeszłości, narzekanie na zbyt małe statystyki, tłumaczenie w każdym rozdziale, dlaczego główna bohaterka nosi okulary, opisywanie za każdym razem, jak przebiega dezynfekcja i oczyszczanie i wiele innych rzeczy powtarzających się w kółko, to było dopiero męczące i czasami miałam ochotę rzucić tą książkę w kąt i już do niej nie wracać.

Strach tworzy, definiuje i kształtuje nasz świat, a bez niego większość nas nie miałaby pojęcia, co ze sobą zrobić. Nasi przodkowie marzyli o świecie bez granic, a my pragniemy kolejnych, ogradzających nasze domy, nasze dzieci i nas samych. Dzień po dniu ograniczamy nas potencjał w imię ideału bezpieczeństwa, którego nigdy nie osiągniemy. Mieliśmy świat pełen możliwości i zmniejszyliśmy go tak bardzo, jak tylko byliśmy w stanie. Czujecie się bezpieczni?

I jak tu nie mieć mieszanych uczuć? Z jednej strony doskonale dopracowany świat Miry Grant i bardzo oryginalny pomysł na powieść. Styl pisarki również na wysokim poziomie, nie można się tutaj do niczego przyczepić. A zaś z drugiej strony, potwornie denerwująca główna bohaterka, która niestety jest również narratorką w tej powieści, do tego ciągłe powracanie do rzeczy, o których była już mowa tysiąc razy. Do bohaterów w żaden sposób się nie przywiązałam. Jedynie Buffy wzbudziła we mnie jakieś uczucia, bo wydawała się taka delikatna i naiwna, ale reszta w ogóle mnie nie poruszyła i nie obchodziło mnie, co się z nimi stanie. A relacja pomiędzy Georgie i Shaunem była naciągana, dziwna i chora. Jakby nie byli rodzeństwem tylko dwoma osobami, które potajemnie się w sobie kochają. Nie wiem, czy tylko ja odniosłam takie wrażenie, ale ich swoboda i zero wstydu były trochę dziwne jak na dojrzale rodzeństwo.

Reasumując, świat stworzony przez Mirę Grant porwał mnie i sprawił, że na jakiś czas oderwałam się od rzeczywistość, ale to wszystko. Bohaterowie denerwowali mnie na każdym kroku, a celowe lub nie, przeciąganie i opisywanie sytuacji bez, których spokojnie by się obeszło, było męczące i nużące, i dlatego czytanie tej książki było momentami bardzo trudne i nie dało się przeżyć niektórych rozdziałów. Jeżeli o mnie chodzi, to nie polecam ani nie odradzam. Jest wiele innych fantastycznych książek o zombie. Ale wszystkim fanom zagmatwanej fabuły i denerwujących bohaterów mogę śmiało polecić PKŚ: Feed. A ja nie wiem czy kontynuować swoją przygodę z tą trylogią.

Moja ocena: 6/10

„Aż po horyzont” Morgan Matson

„Aż po horyzont” Morgan Matson

255018-352x500

Nigdy wcześniej nie czytałam powieści tej autorki, ale zdążyłam przeczytać miliony pozytywnych opinii dotyczących Morgan Matson i jej książek. Nie ukrywam, że do książki podeszłam z ogromnym dystansem i nie liczyłam na zbyt wiele, w końcu to powieść młodzieżowa, ale autorka jak i jej historia zaskoczyły mnie i cieszę się, że dałam jej szansę.

Bo może to następne jutro będzie lepsze. Skąd możesz wiedzieć? A prędzej czy później nadejdzie taki dzień, po którym jutro naprawdę będzie lepsze.

Ta całkiem spora powieść opowiada historię dwójki bohaterów, którzy wyruszają w samochodową podróż po Ameryce. Amy to zagubiona dziewczyna, która kilka miesięcy temu straciła ojca, a teraz zostaje zmuszona do opuszczenia miejsca, w którym się wychowała i musi dotrzeć do matki z Kalifornii do Connecticut i tam rozpocząć nowe życie. Natomiast Roger to student ze złamanym sercem, syn znajomej matki Amy, która pewnego dnia oznajmia jej, że Roger wyruszy z nią w podróż do Connecticut. Amy początkowo się nie zgadza, ale jej matka argumentuje swoją decyzję tym, że potrzebuje samochodu, a Roger jest jej znajomym z dzieciństwa. Amy nie potrafi przypomnieć sobie Rogera, ale po namowach matki- zgadza się. I jak tu podróżować z kimś zupełnie obcym? Jak spędzić kilka dni w samochodzie z człowiekiem, którego kompletnie nie znamy i w dodatku nie wiemy, czego się po nim spodziewać? Okazuje się jednak, że bohaterowie szybko znajdują wspólny język, a z początku nudna podróż zamienia się w najlepszą przygodę ich życia.

Największym plusem tej książki jest motyw podróży. W końcu, kto z nas nie marzy o podróżowaniu? Ja marzę i to bardzo. A podróż, a raczej włóczęga po Ameryce jest jednym z moich najskrytszych marzeń i cieszę się, że zdecydowałam się wyruszyć w tę podróż razem z bohaterami książki i mogłam przeżyć tyle ciekawych przygód. Autorka opowiedziała całą historię bardzo przyjemnym, prostym językiem, ale nie nader uproszczonym ani młodzieżowym, dlatego Aż po horyzont czyta się płynnie. Warsztat autorki powinien przypaść do gustu czytelnikowi w każdym wieku. Po za tym, autorka sprawnie przeplatała ze sobą teraźniejszość i przeszłość, dzięki czemu mogliśmy lepiej poznać Amy, ale nie traciliśmy głównego wątku.

Amy, główna bohaterka, również działa na plus dla tej powieści. Od samego początku jest niezwykle skryta nie tylko względem Rogera, ale również czytelnika. Oczywiście, nie trudno się domyślić, co tak naprawdę gryzie Amy, ale oglądanie jak dojrzewa, obserwowanie jej wewnętrznej walki z poczuciem winy i patrzenie jak pomału się otwiera sprawia naprawdę ogromną frajdę. Jej relacja z Rogerem również była zaskakująca. Przez większość książki ich relacje w żaden sposób nie posuwały się do przodu. Wszystko stało w miejscu. Momentami miałam wrażenie, że mówią do siebie szyframi i robią zawody, kto dłużej da rady nie mówić nic o sobie. Ale z czasem wszystko nabiera tempa i relacja bohaterów zaczyna się zmieniać, z początku z dystansem, ale im bliżej końca tym bohaterowie czują do siebie coraz więcej.

Bo wiesz, to jest tak: z Magellanem jest taki sam problem, jak ze wszystkimi odkrywcami. Całą energię skupiają na poszukiwaniu rzeczy niemożliwych. I w większości tak są zapatrzeni w horyzont, że nie widzą tego, co mają tu przed sobą.

Sama idea podróżowania samochodem przez Amerykę jest niezwykle fascynująca i momentami żałowałam, że nie mogę znaleźć się na miejscu jednego z bohaterów albo przynajmniej dołączyć do nich w jakiś sposób. Wiele bym dała, żeby zobaczyć miejsca, w którym Amy i Roger się znaleźli. Jakby tego było mało książka jest wypełniona wkładami z informacjami dotyczącymi poszczególnych stanów, do których dotarli bohaterowie, playlisty, które słuchali i którym sama mam zamiar się bliżej przyjrzeć, paragony z różnych fast-foodów, dinnerów i stacji benzynowych oraz zdjęcia, które zrobiła autorka, gdyż przebyła ona niemalże identyczną podróż. Jest to doskonały dodatek, bo dzięki temu cała podróż staje się jeszcze bliższa czytelnikowi.

Zastanawiam się jak potoczyłby się losy bohaterów, gdyby zdecydowali się odhaczyć trasę, którą ściśle wyznaczyła im mama Amy? Wiem, że nie zobaczyliby tylu ciekawych miejsc i nie poznaliby tylu fantastycznych ludzi, ale czy przeszliby wewnętrzną przemianę? Czy daliby sobie szansę? Czy pozwoliliby żeby ich relacja poszła w tą, a nie w inną stronę? Nie wiem i raczej nigdy nie będzie mi dane poznać innej wersji, a szkoda. Podsumowując, jeżeli chcecie wiedzieć czy polecam Wam Aż po horyzont moja odpowiedź brzmi: tak. Nie jest to wybitna powieść, ale jest to książka, która zabierze Was w fascynującą podróż po zaskakującej Ameryce. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” Matthew Quick

„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” Matthew Quick

niezbednik-obserwatorow-gwiazd-b-iext23935913

„Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę role grać najlepiej, jak się potrafi(…)”

Nie czytałam Poradnika pozytywnego myślenia, choć wiele osób go zachwalało. W dużej mierze jest to spowodowane tym, że widziałam film i wolę trochę ochłonąć zanim wezmę się za czytanie pierwowzoru. Na szczęścia, w tak zwanym międzyczasie, pojawiła się kolejna powieść tego autora, co mnie ogromnie ucieszyło. Oczywiście, zabierałam się za nią od jakiegoś czasu, ale zawsze coś wpadało szybciej w moje ręce i trochę odkładałam w czasie przeczytanie „Niezbędnika…”, ale nareszcie to zrobiłam i powiem Wam jedno: warto było!

Bohaterem „Niezbędnika…” jest nastoletni Finley, mieszkaniec niebezpiecznego Belmont w stanie Pensylwania i główny rozgrywający szkolnej drużyny koszykówki. Finley jest nietypowym nastolatkiem: niewiele mówi, słucha rozkazów trenera, całą swoją uwagę poświęca koszykówce, a jego jedynym przyjacielem ( i dziewczyną) jest Erin- piękna blondynka o zielonych oczach niczym koniczyna. Niestety, życie Finleya nie jest usłane różami. Kiedy był małym chłopcem stracił matkę, a dziadek uległ wypadkowi, w wyniku którego amputowano mu nogi. Teraz starszy pan potrzebuje stałej opieki, a ojciec głównego bohatera pracuje w nocy, zarabiając nieduże pieniądze. Największym i najskrytszym marzeniem chłopaka jest ucieczka z Belmont wraz ze swoją dziewczyną Erin. Pewnego dnia Finley poznaje Russa Allena, który stracił rodziców i w dziwny sposób przeżywa żałobę. Czy Fin zdoła się zaprzyjaźnić z dziwnych chłopakiem? Czy ta znajomość zmieni coś w życiu głównego bohatera?

„A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć.”

W gruncie rzeczy powieść Quicka wydaje się banalna, a miejscami nawet przesłodzona, ale chyba na tym polega jej urok. Język autora jest prosty, ale piękny, bo bez skomplikowanego słownictwa, potrafi każdą scenę przedstawić w magiczny sposób. Prostota tej książki sprawia, że jest dobra dla każdego czytelnika. Historia opowiedziana przez głównego bohatera pokazuje jak radzić sobie w trudnych chwilach, jak przeżyć utratę bliskich, jak spełniać marzenia, jak dążyć do wyznaczonego celu, a przede wszystkim uczy i udowadnia jak wielką moc może mieć prawdziwa przyjaźń. Tak wiele mądrości, wartości i nauk spisanych na niedużej liczbie stron. Mnie ta powieść poruszyła z każdej strony. Przyznaję nawet, że podróż przez ostatnie dwadzieścia stron, była dla mnie walką z potężnymi falami łez. Przez 3/4 powieści historia kręci się wokół Russa- chłopaka, którego życie wywróciło się do góry nogami i, który ochrony i zrozumienia szuka w fascynacji kosmosem. Dopiero ostatnie strony powieści skupiają się na głównym bohaterze, który wyjawia swoje tajemnice i opowiada historię, która odmieniła jego życie i ukształtowała jego osobowość i charakter. Mocną stroną tej książki są właśnie bohaterowie, którzy z jednej strony patrzą na wszystko poprzez pryzmat bycia nastolatkiem, ale z  drugiej strony podejmują niezwykle dojrzałe decyzje i wiedzą, co w życiu jest ważne i czym należy się kierować. Ale najważniejsze w tej książce jest to, że skłania ona do głębokich refleksji.

Serdecznie polecam tę książkę każdemu. Daje ona nie tylko dobrą lekcję życia, ale również ogromny zastrzyk pozytywnej energii i skłania do wielkich przemyśleń. Udowadnia, że poprzez walkę i pokonywanie własnych słabości można wiele osiągnąć. A co najważniejsze: nie wolno się poddawać. Po prostu, jednego dnia musi być gorzej, aby kolejny mógł obfitować w radość i spełnienie. Smutno mi tylko, że ta historia skończyła się tak szybko.

Moja ocena: 10/10 i jeszcze więcej…

„W drodze” Jack Kerouac

„W drodze” Jack Kerouac

R082-79c9354

„(…) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo!”

„W drodze” to klasyka literatury współczesnej, to hołd oddany wolności, anarchii i swobodzie. To powieść o bitnikach. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w USA powstał tzw. ruch Beat Generation, który był nieformalnym, awangardowym ruchem rozpowszechniającym idee nonkonformizmu, anarchistycznego indywidualizmu, swobody i wolności. Przedstawicielami i zwolennikami tego ruchu byli bitnicy, którzy ponad wszystko cenili sobie swobodę i wolność w szerokim pojęciu tego słowa. Bitników charakteryzował: niechlujny ubiór, wrogość wobec konsumpcyjnego społeczeństwa, chęć podróżowania, zażywanie narkotyków, spożywanie alkoholu w takich ilościach, że ilość powietrza w wydychanym alkoholu sięgała blisko zeru oraz filozoficzne i skomplikowane podejście do życia (i tutaj pomoc cioci Wikipedii okazała się niezastąpiona, bo sama do tej pory niewiele wiedziałam na temat Beat Generation 🙂 )

Jack Kerouac, który jednocześnie jest autorem oraz narratorem powieści, utożsamił swoje życie z ruchem, podróże stały się więc nieodłącznym elementem jego istnienia. Główny bohater powieści poznaje nieobliczalnego i dość pokręconego faceta o imieniu Dean. Sal zafascynowany swoim nowym przyjacielem postanawia wyruszyć z nim w szaloną podróż przez Amerykę. Podróżując autostopem, kradzionymi samochodami i swoimi gablotami z kilkoma dolarami w kieszeni, szukają niezapomnianych przygód, bezgranicznej miłości, towarzystwa, jazzu, narkotyków i… sensu życia. „W drodze” to historia o dziwnych przyjaciołach, którzy wpadają w wir szalonej włóczęgi przez Amerykę i próbują spełniać swoje marzenia. Bohaterowie robią wszystko, co tylko dusza zapragnie i co zasługuje na potępienie- od łamania przepisów ruchu drogowego, po kradzieże i rozboje. Pokręceni na maksa, nie potrafią odnaleźć się w normalnym życiu, założyć rodziny i ustatkować się. „Życie w drodze” to jedyne czego pragną.

„W drodze” to potwornie chaotyczna powieść, w której dzieje się bardzo dużo. To niezwykłe, że autostopem z ograniczonym budżetem można przemierzyć cały kraj i jeszcze dać się ponieść szalonym przygodom. W niektórych momentach chciałam znaleźć się na miejscu bohaterów. Zazdrościłam im tej wolności, braku zmartwień, życia w biegu, czerpania przyjemności i szczęścia z małych rzeczy. Jednak takie życie to nie tylko plusy, ale również minusy. Bohaterowie, tracąc swoje ostatnie pieniądze, byli zmuszani do kradzieży albo ciężkiej pracy, żeby móc ruszyć dalej. Bitników charakteryzuje filozoficzne podejście do życia, co bardzo utrudniało im sprawę, bo cały czas poszukiwali sensu istnienia. Ciągle mieli mało, pragnęli więcej, gubili się we własnym życiu i tracili nad nim kontrolę. Ogromnym plusem książki jest to, że cała historia opowiadana jest na przestrzeni lat i dzięki temu możemy poznać bohaterów na różnych etapach ich życia, zobaczyć jak doświadczenia zmieniają ich i kształtują. Pomimo licznych błędów i głupot, które popełniali bohaterowie i które czasami raziły i przyprawiały o zawroty głowy, to z ręką na sercu mogę powiedzieć, że bardzo się z nimi zżyłam. Trudno mi było- i jest, się z nimi rozstać. Chwilami czułam, że jestem tam z nimi, przeżywam to co oni, dlatego tak bardzo się do nich zbliżyłam. Każdy z bohaterów był pokręcony na swój sposób, ale to właśnie sprawiało, że byli tacy wyjątkowi. Zajęli oni wyjątkowe miejsce w moim sercu i na pewno zostaną tam na długo.

„W drodze” mogę polecić każdemu. To nietypowa książka, którą wbrew pozorom czyta się przyjemnie. Jest to lektura przeznaczona szczególnie dla tych, którzy nie raz myśleli o „życiu w drodze”, czyli wiecznej wędrówce przez świat. Ale ta książka to przede wszystkim okrutna rzeczywistość i prawdziwe oblicze Ameryki lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Moja ocena: 8/10