„Naznaczona” P.C. Cast, Kristin Cast

„Naznaczona” P.C. Cast, Kristin Cast

mm

W księgarniach (i nie tylko) roi się od książek o wampirach lub innych dziwnych stworzeniach. Jest tego tak dużo, że jesteśmy niemal pewni, że już nic nas nie zaskoczy, bo wszystko na ten temat zostało powiedziane. Ale wystarczy sięgnąć po Naznaczoną, żeby przekonać się, że nawet z pozoru schematyczna i oklepana powieść, może wciągnąć i zyskać miano bardzo udanej książki. Zapraszam Was serdecznie do recenzji Naznaczonej. 

[…]ciemność nie zawsze oznacza zło, a światło nie zawsze niesie za sobą dobro.

Zoey to zwyczajna nastolatka, które dzieli swoje życie pomiędzy szkolną monotonią, przyjaciółką i rodziną, która dostarcza jej codziennie masę problemów. Pewnego dnia jej świat staje na głowie. Nieznajomy mężczyzna naznacza ją i dla dziewczyny oznacza to tylko jedno: musi trafić do Domu Nocy, bo inaczej umrze. Tylko tam może przejść pełną przemianę w dorosłego wampira. Dziewczyna będzie musiała odnaleźć się w nowym świecie i stawić czoła problemom.

Zoey na początku trochę mnie irytowała, bo była zbyt idealna. Autorki opisywały ją nie tylko jako piękną, atrakcyjną młodą dziewczynę, ale również mądrą, inteligentną i rozsądną, a jednocześnie szaloną i spontaniczną. Jakby ktoś chciał w jedną osobę wcisnąć wszystkie możliwe cechy charakteru. Dopiero później, kiedy poznajemy Zoey bliżej, dowiadujemy się o jej problemach, zaczynamy ją rozumieć i ta mieszanka wszystkich cech przestaje być absurdalna i robi się całkowicie zrozumiała. Po kilku rozdziałach polubiłam Zoey i zaczęłam dostrzegać w niej delikatną, wrażliwą i trochę niezrozumianą przez innych nastolatkę, która za wszelką ceną próbuje dopasować się do otoczenia, aby czuć się potrzebna. Niestety pozostałych bohaterów mogę opisać w jednym lub dwóch zdaniach, co niestety działa na minus.

Historia nie jest, aż tak bardzo schematyczna. W świecie pań Cast wampiry są nieodłączną częścią społeczeństwa. Co prawda, ludzie się ich boją i wolą omijać szeroki łukiem, ale doskonałe wiedzą o ich istnieniu. Kolejną zaskakującą rzeczą jest sposób w jaki młodzi ludzie stają się wampirami. W tej powieści nie dochodzi do żadnych ugryzień czy zakażeń. Uprawniony, dorosły wampir naznacza wybraną osobę, która rozpoczyna swoją przemianę w wampira. Przemiana ta trwa nawet kilka lat.  A po za tym, wampiry przedstawione w tej powieści różnią się od krwiożerczych, przerażających wampirów, które znamy. Uczniowie Domu Nocy przypominają raczej normalnych nastolatków. Jedni się uczą, drudzy robią szalone rzeczy, inni całymi dniami leniuchują, a pozostali uprzykrzają życie innym. Dla jednych może to być minusem tej powieści, a dla drugich plusem. Ja zdecydowanie należę, do tej drugiej grupy. A żeby było jeszcze lepiej, w książce przewija się wątek mitologiczny. Niestety, nie został on jakoś szczególnie rozwinięty w tym tomie, ale oczekuję, że kolejne dostarczą trochę więcej informacji na ten temat.  I to właśnie te drobne szczegóły sprawiają, że książka różni się od innych historii o wampirach i co za tym idzie, czyta się ją bez poczucia, że gdzieś to już słyszałam.

Szukam siły nie po to, by stać się mocniejsza od innych, ale by zwalczyć swego najgroźniejszego przeciwnika : własne wątpliwości.

Style obu tych autorek tworzą mieszankę wybuchową. Córka dała tej powieści takie młodzieżowe tchnienie i pewnie namówiła matkę na umieszczenie kilku przekleństw, które chyba pierwszy raz podczas czytania mnie nie raziły. Wręcz przeciwnie. Autorki używały wulgaryzmów w odpowiednich momentach i nie zbyt często. Natomiast warsztat matki sprawił, że książkę, owszem czytało się płynnie i przyjemnie, ale jednocześnie bez złości, że dialogi są słabe lub miałkie. Narracja była poprowadzona bardzo dobrze. Może gdybym była upierdliwa to znalazłabym kilka minusów, ale nie jestem i uważam, że jak na książkę młodzieżową to narracja daje radę.

Zobaczyłam odbicie kogoś znajomego, a jednocześnie nieznajomego. To tak jak czasem zobaczy się w tłumie na ulicy kogoś, kogo na pewno się zna, można by przysiąc, że tak jest, ale nie sposób sobie przypomnieć, kto to jest. Teraz ja stałam się tym kimś – wyglądającą znajomo nieznajomą.

Mnie ta historia wciągnęła. Szybki rozwój wydarzeń sprawił, że nie nudziłam się ani chwili. A akcja raz nabierała tempa, a raz zwalniała- dla równowagi, więc o nudzie nie było mowy. Ogółem książka nie jest jakoś wyjątkowo oryginalna, że przeczytanie jej to konieczność. Powiedziałabym raczej, że to udana powieść młodzieżowa na jeden wieczór, o której pewnie po jakiś czasie i tak się zapomni. Polecam wszystkim fanom niekrwiożerczych i nieprzerażających wampirów.

Moja ocena: 6/10.

„Szeptem” Becca Fitzpatrick

„Szeptem” Becca Fitzpatrick

szeptem-b-iext3971446 (1)

Szeptem to książka, która kilka lat temu podbiła serca nastolatek na całym świecie,  a w moje łapki wpadła stosunkowo dawno, ale po przeczytaniu tysięcy pieśni pochwalnych postanowiłam odłożyć ją na półkę i przeczekać ten cały szum. Zgodnie z moim postanowieniem noworocznym (nie kupować, ale czytać z półki!) w końcu sięgnęłam po Szeptem. Nie liczyłam na zbyt wiele i dobrze zrobiłam, bo powieść okazała się niezwykle słaba i nudna.

Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.

Książka opowiada historię Nory, nastolatki, która wiedzie spokojne życie. Wszystko się zmienia, gdy na lekcji biologii spotyka tajemniczego i nieziemsko przystojnego Patcha. Chłopak jest wyraźnie zainteresowany Norą, a co gorsza okazuje się, że sporo wie na temat dziewczyny. Serce Nory widzi Patcha jako pociągającego i podniecającego faceta, ale rozum podpowiada jej, że to zwykły, zadufany w sobie gnojek, którą się nią bawi. Od momentu poznania Patcha wokół nastolatki zaczynają się dziać dziwne, tajemnicze rzeczy i okazuje się, że Patch nie jest osobą, za którą brała go Nora.

Zacznę może od głównej bohaterki. Nora to denerwująca, użalająca się nad sobą nastolatka, która z każdą kolejną wypowiedzią udowadnia jak bardzo jest pusta i nudna. Dziwne, że autorka uczyniła ją główną bohaterką. To chyba jedna z najgorzej wykreowanych postaci w historii literatury. Natomiast Vee, przyjaciółka Nory, jest całkiem sympatyczną postacią. Pełna wigoru i odwagi, troszeczkę zakompleksiona, ale przy tym niezwykle zabawna osóbka, którą chętnie mianowałabym na główną bohaterkę. Patch jest z kolei zbyt mroczny, tajemniczy, groźny i za bardzo przerysowany, żeby mógł być prawdziwy. Do tego chamski i zadufany w sobie. O reszcie bohaterów już nawet nie pamiętam.

Styl autorki jest bardzo przyjemny, dzięki czemu lekturę czyta się płynnie i szybko. Aczkolwiek mam kilka zastrzeżeń do zbyt młodzieżowego, slangowego  języka, którego było za dużo, i który wydawał się być pisany na siłę, przez co dialogi straciły na swej wartości i wielokrotnie wydawały się one miałkie i potwornie nudne. Kolejnym minusem były wątki, których po prostu było zbyt wiele, a większość z nich została napoczęta przez autorkę i pozostawiona w martwym punkcie bez żadnego wyjaśnienia albo zakończenia. Stwierdziłam, że to celowe zagranie autorki, aby czytelnik koniecznie sięgnął po kolejną część, aby dowiedzieć się jak ta sprawa się zakończyła.

– Nie umawiam się z nieznajomymi. – oświadczyłam. – Na szczęście ja tak. Przyjadę o piątej.

Historia sama w sobie jest ciekawa, chociaż po tylu pozytywnych recenzjach spodziewałam się czegoś lepszego. Temat aniołów to temat, który w literaturze nie do końca został wyczerpany i śmiało można tutaj pokombinować i zaskoczyć czymś czytelnika. Autorka jednak zrezygnowała z nowości i skupiła się bardziej na tym co już wiemy na temat aniołów. Ale i tak nie było tak źle. Śmiem nawet napisać, że jednak w jakimś stopniu mnie ta historia porwała i podobał mi się motyw aniołów jako istot nieidealnych, żądnych władzy i rzeczy, który posiadać nie mogą. Może kolejne części będą lepsze.

Szeptem to całkiem przyzwoita historia, chociaż miałkie postacie i dialogi ujmują dużo tej książce. Jeśli ktoś szuka niezobowiązującej książki na jeden wieczór, która pomoże oderwać się od szarej, przytłaczającej rzeczywistości to Szeptem będzie świetnym wyborem. Osobiście, ani nie polecam, ani nie odradzam.

Moja ocena: 4/10

„Las Zębów i Rąk” Carrie Ryan

„Las Zębów i Rąk” Carrie Ryan

las-zebow-i-rak-tom-1-b-iext6301166

Powieść Carrie Ryan zasługuje na uwagę chociażby ze względu na sam tytuł, który brzmi dość absurdalnie i zabawnie. Moje pierwsze wyobrażenie na temat treści książki było adekwatne do tytułu, ale zmieniłam zdanie po przeczytaniu opisu, bo okazało się, że Las Zębów i Rąk to kolejna powieść z gatunku young adult, której wydarzenia osadzone są w postapokaliptycznym świecie, a właśnie do takich książek czuję ostatnio pociąg.

-My już nie żyjemy. Jesteśmy otoczeni przez śmierć każdego dnia. Człapiemy sobie przez życie, tak jak oni człapią przez swoje. Było nieuniknione, że wkroczą do naszego życia, tak jak dzisiaj, że zaatakują wioskę. Nie jesteśmy już częścią cyklu życia.

Mary żyje w wiosce, w której prawa i obowiązki każdego mieszkańca są ściśle wyznaczone przez Siostry, a nad ich respektowaniem czuwają specjalnie wyszkoleni Strażnicy. Osada otoczona jest siatką, za którą znajduje się Las Zębów i Rąk. Wyjście poza wyznaczony obszar zazwyczaj kończy się śmiercią, bowiem w Lesie mieszkają Nieuświęceni. Istoty te niegdyś były ludźmi, ale umarły i doświadczyły Powrotu, przez co stały się bezrozumnymi, pozbawionymi wszelkich uczuć potworami, których jedynym celem jest niszczyć i zabijać. Z rąk Nieuświęconych zginął ojciec Mary, a jej matka pełna nadziei na lepsze jutro karmi swoją córkę opowieściami o innym świecie, który znajduje się daleko za Lasem. Po tragicznych wydarzeniach Mary trafia do siedziby Sióstr, aby zostać jedną z nich i odkrywa, że Siostry skrywają straszne tajemnice, które są w stanie zmienić losy całej wioski. Tymczasem na wioskę napadają Nieuświęceni i rozpoczyna się prawdziwy horror.

Historia nie wciągnęła mnie od razu, ale po kilku rozdziałach zdałam sobie sprawę, że to ciekawa i nowatorska historia, która bardzo wyróżnia się na tle innych książek postapo dla młodzieży. Jednak główna bohaterka po pewnym czasie zaczęła działać mi na nerwy. Na początku odebrałam ją jako zwykłą, sympatyczną dziewczynę po przejściach, której przyszło żyć w strasznym świecie, gdzie każdy z góry ma określone obowiązki. Jednak z czasem dziewczyna okazała się niezwykłe irytująca, bo za jej próbami ratowania innych krył się prawdziwy egoizm i chęć spełnienia wszystkich swoich zachcianek, które wielokrotnie okazywały się niebezpieczne i ciągnęły za sobą masę konsekwencji. Była również bardzo marudna i lubiła się nad sobą użalać.

Kiedy jest się zakochanym… wtedy się wie, po co się żyje. Kiedy kocha się każdego dnia. Budzi się z miłością, ucieka do niej podczas burzy i po sennym koszmarze. Kiedy miłość jest azylem, w którym można schronić się przed otaczającą nas śmiercią i kiedy wypełnia cię tak całkowicie, że nie potrafisz tego wyrazić.

Narracja pierwszoosobowa jest dużym plusem tej powieści, bo dzięki niej możemy brać czynny udział w wydarzeniach i obserwować wszystko okiem głównej bohaterki. Styl autorki bardzo mi się podobał, bo był bardzo lekki i przyjemny, ale jednocześnie nie był banalny. Akcja nabiera tępa po kilku pierwszy stronach, więc  w trakcie czytania nie można narzekać na nudę. Aczkolwiek są chwile, kiedy akcja zwalnia. Autorka w doskonałym stylu rozpędza akcję do granic możliwości, później daje czytelnikowi chwilę wytchnienia i po kilku kartkach znowu akcja nabiera tępa.

Atmosfera książki jest bardzo mroczna i tajemnicza. Od początku nasuwa się wiele pytań, na które odpowiedzi nie znajdziemy w książce. Powieść jej przepełniona bólem, który wylewa się z każdej kartki, ale również niesie nadzieję na lepsze jutro.  Postapokaliptyczny świat jest zarówno przerażający jak i fascynujący, a autorka w każdym rozdziale buduje niesamowitą atmosferę, dzięki której nieraz wstrzymywałam oddech i zaciskałam pięści ze strachu nad losami bohaterów. Książka wzbudza skrajne emocje. Począwszy od śmiechu i zażenowania, a na płaczu i tęsknocie kończąc. Na kartach powieści pojawia się również wątek miłosny, który oczarował mnie całkowicie. Miłość między dwójką ludzi, którzy są gotowi do poświęceń dla drugiej osoby, ale jednocześnie chcą przetrwać i stawić czoła temu strasznemu światu.

Zastanawiam się, czy istnieje świat okrutniejszy niż ten, w którym każe się nam zabijać ludzi, których kochamy.

Jest to świetna propozycja dla młodszych jak i starszych czytelników. Zachęcam Was do zapoznania się z tą pozycją, bo jest to historia tak tajemnicza i tak mroczna, że przyprawia czytelnika o gęsią skórkę. A przy tak dobrze zbudowanej atmosferze można przymknąć oko na miałkich bohaterów i dać się porwać historii Mary.

Moja ocena: 7/10

„Aż po horyzont” Morgan Matson

„Aż po horyzont” Morgan Matson

255018-352x500

Nigdy wcześniej nie czytałam powieści tej autorki, ale zdążyłam przeczytać miliony pozytywnych opinii dotyczących Morgan Matson i jej książek. Nie ukrywam, że do książki podeszłam z ogromnym dystansem i nie liczyłam na zbyt wiele, w końcu to powieść młodzieżowa, ale autorka jak i jej historia zaskoczyły mnie i cieszę się, że dałam jej szansę.

Bo może to następne jutro będzie lepsze. Skąd możesz wiedzieć? A prędzej czy później nadejdzie taki dzień, po którym jutro naprawdę będzie lepsze.

Ta całkiem spora powieść opowiada historię dwójki bohaterów, którzy wyruszają w samochodową podróż po Ameryce. Amy to zagubiona dziewczyna, która kilka miesięcy temu straciła ojca, a teraz zostaje zmuszona do opuszczenia miejsca, w którym się wychowała i musi dotrzeć do matki z Kalifornii do Connecticut i tam rozpocząć nowe życie. Natomiast Roger to student ze złamanym sercem, syn znajomej matki Amy, która pewnego dnia oznajmia jej, że Roger wyruszy z nią w podróż do Connecticut. Amy początkowo się nie zgadza, ale jej matka argumentuje swoją decyzję tym, że potrzebuje samochodu, a Roger jest jej znajomym z dzieciństwa. Amy nie potrafi przypomnieć sobie Rogera, ale po namowach matki- zgadza się. I jak tu podróżować z kimś zupełnie obcym? Jak spędzić kilka dni w samochodzie z człowiekiem, którego kompletnie nie znamy i w dodatku nie wiemy, czego się po nim spodziewać? Okazuje się jednak, że bohaterowie szybko znajdują wspólny język, a z początku nudna podróż zamienia się w najlepszą przygodę ich życia.

Największym plusem tej książki jest motyw podróży. W końcu, kto z nas nie marzy o podróżowaniu? Ja marzę i to bardzo. A podróż, a raczej włóczęga po Ameryce jest jednym z moich najskrytszych marzeń i cieszę się, że zdecydowałam się wyruszyć w tę podróż razem z bohaterami książki i mogłam przeżyć tyle ciekawych przygód. Autorka opowiedziała całą historię bardzo przyjemnym, prostym językiem, ale nie nader uproszczonym ani młodzieżowym, dlatego Aż po horyzont czyta się płynnie. Warsztat autorki powinien przypaść do gustu czytelnikowi w każdym wieku. Po za tym, autorka sprawnie przeplatała ze sobą teraźniejszość i przeszłość, dzięki czemu mogliśmy lepiej poznać Amy, ale nie traciliśmy głównego wątku.

Amy, główna bohaterka, również działa na plus dla tej powieści. Od samego początku jest niezwykle skryta nie tylko względem Rogera, ale również czytelnika. Oczywiście, nie trudno się domyślić, co tak naprawdę gryzie Amy, ale oglądanie jak dojrzewa, obserwowanie jej wewnętrznej walki z poczuciem winy i patrzenie jak pomału się otwiera sprawia naprawdę ogromną frajdę. Jej relacja z Rogerem również była zaskakująca. Przez większość książki ich relacje w żaden sposób nie posuwały się do przodu. Wszystko stało w miejscu. Momentami miałam wrażenie, że mówią do siebie szyframi i robią zawody, kto dłużej da rady nie mówić nic o sobie. Ale z czasem wszystko nabiera tempa i relacja bohaterów zaczyna się zmieniać, z początku z dystansem, ale im bliżej końca tym bohaterowie czują do siebie coraz więcej.

Bo wiesz, to jest tak: z Magellanem jest taki sam problem, jak ze wszystkimi odkrywcami. Całą energię skupiają na poszukiwaniu rzeczy niemożliwych. I w większości tak są zapatrzeni w horyzont, że nie widzą tego, co mają tu przed sobą.

Sama idea podróżowania samochodem przez Amerykę jest niezwykle fascynująca i momentami żałowałam, że nie mogę znaleźć się na miejscu jednego z bohaterów albo przynajmniej dołączyć do nich w jakiś sposób. Wiele bym dała, żeby zobaczyć miejsca, w którym Amy i Roger się znaleźli. Jakby tego było mało książka jest wypełniona wkładami z informacjami dotyczącymi poszczególnych stanów, do których dotarli bohaterowie, playlisty, które słuchali i którym sama mam zamiar się bliżej przyjrzeć, paragony z różnych fast-foodów, dinnerów i stacji benzynowych oraz zdjęcia, które zrobiła autorka, gdyż przebyła ona niemalże identyczną podróż. Jest to doskonały dodatek, bo dzięki temu cała podróż staje się jeszcze bliższa czytelnikowi.

Zastanawiam się jak potoczyłby się losy bohaterów, gdyby zdecydowali się odhaczyć trasę, którą ściśle wyznaczyła im mama Amy? Wiem, że nie zobaczyliby tylu ciekawych miejsc i nie poznaliby tylu fantastycznych ludzi, ale czy przeszliby wewnętrzną przemianę? Czy daliby sobie szansę? Czy pozwoliliby żeby ich relacja poszła w tą, a nie w inną stronę? Nie wiem i raczej nigdy nie będzie mi dane poznać innej wersji, a szkoda. Podsumowując, jeżeli chcecie wiedzieć czy polecam Wam Aż po horyzont moja odpowiedź brzmi: tak. Nie jest to wybitna powieść, ale jest to książka, która zabierze Was w fascynującą podróż po zaskakującej Ameryce. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

„Monument 14. Odcięci od świata” Emmy Laybourne

„Monument 14. Odcięci od świata” Emmy Laybourne

monument_14_odcieci_od_swiata_1401266427

Powieści postapokaliptyczne od pewnego czasu cieszą się ogromną popularnością, szczególnie te, które są pisane z myślą o młodych czytelnikach. Nie da się ukryć, że powieści te mają w sobie coś tajemniczego i intrygującego, pomimo tego, że większość z nich opiera się na podobnym schemacie. Do przeczytania Monument 14 zostałam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami i opiniami. Spodziewałam się oryginalnej fabuły, ciekawych bohaterów i nowatorskiej historii. Niestety, rozczarowałam się i to bardzo, ale może zacznę od początku.

Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a z nieba zaczynają spadać potężne kulki gradu. Grupa licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka młodszych dzieci po wypadku w drodze do szkoły znajdują schronienie w supermarkecie. Wielki sklep staje się dla nich nie tylko schronieniem, ale również więzieniem. Grupa przerażonych, zdanych tylko na siebie, zdezorientowanych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć sobie swoje małe społeczeństwo, w którym dzielą obowiązki, organizują sobie życie, opiekują się sobą nawzajem i próbują dowiedzieć się, co tam naprawdę się wydarzyło. Szybko okazuje się, że grad to nie ich jedyne zmartwienie, bo ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Po pewnym czasie między starszymi rozwija się chora rywalizacja, a młodsi zaczynają tęsknić za rodzicami i wtedy zaczyna się prawdziwy bałagan.

Narratorem tej powieści jest Dean, młody licealista, który znajduje się w samym centrum tej katastrofy. Dzięki niemu możemy przyjrzeć się tej historii z bliska i spróbować zrozumieć bohaterów i to jest dużym plusem tej książki. Powieść czyta się szybko, jest napisana w łatwy i przyjemny sposób. Akcja rozkręca się w mgnieniu oka i pędzi na łeb i szyję przez całą książkę. Autorka nie daje ani chwili na złapanie oddechu, co rusz zaskakuje nowymi pomysłami i wydarzeniami. Na uwagę zasługuje również wątek broni chemicznej, której działanie jest zależne od grupy krwi.

Może i Monument 14 zasługuje na plus za fabułę, to niestety za bohaterów otrzymuje ocenę niedostateczną.  Według mnie bohaterowie to najważniejsza rzecz w każdej powieści. Tutaj niestety zabrakło mi ciekawych postaci. Miałam wrażenie, że autorka na siłę starała się stworzyć ludzi o różnych charakterach, chciała, aby każdego cechowała odmienna osobowość. Niestety, nie wyszło jej to. Postacie stały się  przerysowane, a nawet momentami były groteskowe. Przez połowę książki zastanawiałam się czy dzieciaki zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji. Faktycznie, tych młodszych można jeszcze jakoś usprawiedliwić, ale zachowanie licealistów było piekielnie dziecinne i nie na miejscu. I to właśnie kiepscy bohaterowie sprawili, że cała fabuła i historia stała się słaba i męcząca, a mogła być niezwykle porywająca i wciągająca.

Zakończenie książki troszeczkę mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się typowego endu, a dostałam kawał ciekawego rozdziału, który może być świetnym początkiem dla kolejnej części. I mam nadzieję, że w kolejnej części wątek miłosny zostanie bardziej rozwinięty, bo w pierwszej części był on tylko cieniem całej historii. Liczę również na to, że autorka się zrehabilituje i poprawi zachowanie bohaterów i kolejną część będę mogła przeczytać z wielką przyjemnością.

Reasumując, Monument 14 to nie jest zła powieść. Fabuła, język autorki, historia i walka o przetrwanie są mocną stroną tej książki. Niestety, kuleją bohaterowie na, których zawsze zwracam największą uwagę. Może moje rozczarowanie spowodowane jest tym, że miałam wobec tej książki ogromne oczekiwania i spodziewałam się fajerwerków. W takim razie do kolejnej części podejdę z większym dystansem i może uda mi się ją pokochać tak bardzo jak kochają ją czytelnicy na całym świecie.

Moja ocena: 5/10

„Jutro 2. W pułapce nocy” John Marsden

„Jutro 2. W pułapce nocy” John Marsden

Jutro2_Mrokinocy_500pcx

„Jaka jest przyszłość? To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski, ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodzą tak, jakbyśmy chcieli.”

Jutro 2 to druga część serii, pt. Jutro. Po dziś dzień nie mogę wyjść z zachwytu po przeczytaniu pierwszej części, bo nie spodziewałam się, że historia skierowana przede wszystkich do młodzieży, może mieć tak oryginalną fabułę i wspaniale wykreowanych bohaterów, a co najważniejsze, że może poruszać tak trudne tematy. Dlatego bez wahania sięgnęłam po drugą część tej serii i tutaj… troszeczkę się rozczarowałam, ale zacznijmy od początku.

Druga część serii rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z pierwszego tomu. Historia ośmiu osób, już nie tak beztroskich i niewinnych jak na początku pierwszego tomu, wciąż trwa. Nastolatkowie po wydarzeniach z pierwszej części postanawiają ukryć się w Piekle. Targani emocjami, często się kłócą, nie radzą sobie z problemami i nie potrafią udźwignąć ciężaru, który spadł na nich tak nagle. Na placu boju pozostało ich sześcioro, nikt nie wie co dzieje się z pozostałą dwójką. Zmęczeni czekaniem i bezczynnością postanawiają poszukać innych ludzi, którzy zdołali uciec. Wyruszają w podróż i po żmudnej wędrówce natrafiają na obóz. Bohaterowie pękają z zadowolenia, nie mogą ukryć ekscytacji i cieszą się, że odnaleźli dorosłych i nie muszą więcej podejmować trudnych decyzji. Ale szybko okazuje się, że z pozoru sielankowy obóz, to tak naprawdę miejsce, w którym należy trzymać się ściśle obowiązujących zasad. A jakiś czas później bohaterowie stają się świadkami okrutnej sceny, dzięki której uświadamiają sobie, że nie byli bezpieczni w obozie, a przywódca obozu skrywa wiele tajemnic.

„(…) zdałem sobie sprawę, o co chodzi z tą całą odwagą. Ona jest w naszych głowach. Nie rodzimy się z nią, nie uczymy się jej w szkole, nie czerpiemy jej z książek. To sposób myślenia, i tyle. To coś, w czym ćwiczymy umysł. (…) Odwaga to wybór, którego dokonujemy.”

Autor po raz kolejny wykazał się ogromną pomysłowością i nie szczędził czytelnikowi dobrych scen akcji, które naprawdę mroziły krew w żyłach i przyprawiały o ciarki na plecach. Jednak w tej części akcja toczyła się trochę wolniej i spokojniej. Początek ciągnął się niemiłosiernie, bo przez pierwsze rozdziały główna bohaterka (i narratorka zarazem) roztrząsała wydarzenia z poprzedniej części. Później było już trochę lepiej. Zaskoczyła mnie ogromna zmiana bohaterów. Na początku pierwszej części były to zwykłe dzieciaki, które zamartwiały się tylko pracami domowymi i kłótniami z rodzicami. W ciągu jednego dnia musieli dorosnąć, zacząć podejmować trudne decyzje, walczyć o przetrwanie, ale w tej drugiej części nastąpiła kolejna zmiana. Bohaterowie stali się łowcami. Pragnęli za wszelką cenę wyeliminować wroga, posuwali się do okrutnych i potwornych czynów. Czasami miałam wrażenie, że dopadało ich totalne zezwierzęcenie, ale kilka stron później do bohaterów, jak bumerang, powracało poczucie winy i wyrzuty sumienia, co ponownie zmieniało mój stosunek do nastolatków. Warto też wspomnieć o pięknym wątku miłosnym, który nie był przesłodzony ani przerysowany. Ot tak, zwykłe uczucie, które pojawiło się między dwójką młodych osób. Aż dziw, że w obliczu śmierci, okrucieństwa i tak potwornych rzeczy, potrafili wygrzebać z zakamarków serca tak istotne uczucie, jakim jest miłość.

Liczyłam po cichu na to, że Jutro 2 udzieli mi odpowiedzi na pewne pytania, ale po przeczytaniu drugiej części pojawiło się jeszcze więcej pytań. Muszę też podkreślić, że drugi tom jest o wiele brutalniejszy niż poprzedni. Pojawia się kilka mocnych, a czasami nawet odrażających scen. Ellie nie przebierała w słowach i opisywała z największymi detalami niektóre sceny, co czasami budziło obrzydzenie. Ale muszę też wspomnieć o wielkim minusie tej powieści. Autor zbyt często powracał do wydarzeń z poprzedniej części, co było niezwykle denerwujące. Czasami miałam wrażenie, że próbuje streścić cały pierwszy tom. Dla osoby, która czytała pierwszą część, takie ciągłe powroty do wydarzeń z poprzedniej części są niepotrzebne i zbędne. Wiem, że należy zawsze wziąć pod uwagę, że ktoś mógł od razu sięgnąć po kontynuację i nie wie co wydarzyło się wcześniej, ale można to zrobić niepostrzeżenie, czyli w kilku zdaniach, a nie wspominać w kółko o tym samym w każdym rozdziale.

„Zabijamy wszystkie gąsienice, a potem narzekamy, że nie ma motyli”

Pomimo tego, że druga część nie była dużo gorsza od swojej poprzedniczki to jednak tutaj mi czegoś brakowało. Pierwsza część mnie totalnie zaskoczyła, bohaterowie mi zaimponowali, a całość zrobiła na mnie ogromne wrażanie. Jedynka zdecydowanie postawiła poprzeczkę zbyt wysoko. A może to moja wina, bo miałam zbyt duże oczekiwania wobec dwójki i troszeczkę się zawiodłam, bo brakowało mi elementu zaskoczenia. Ale nie zmienia to faktu, że polecam Wam tę książkę i postaram się jak najszybciej przeczytać kolejne części.

Moja ocena: 5/10

„Jutro, kiedy zaczęła się wojna” John Marsden

„Jutro, kiedy zaczęła się wojna” John Marsden

Jutro_John-Marsden,images_big,13,978-83-240-1628-0

„Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem- piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem.”

Z książkami dla młodzieży różnie bywa. Albo trafisz na kolejny wampirzy romans, albo głupkowatą historię, która za wszelką cenę walczy o miejsce pośród literatury fantastycznej, albo coś jeszcze gorszego. Najczęściej książki dla młodzieży nie są wymagające. Proste dialogi, słabo rozwinięte portrety psychologiczne, przewidywalność, nielogiczne i głupie zachowanie głównych bohaterów oraz nudny rozwój wydarzeń. Dlatego, kiedy sięgałam po „Jutro” nie liczyłam na historię, która wgniecie mnie w fotel, ale pozytywnie się zaskoczyłam i przyznaję, że trafiłam na kawał ciekawej powieści.

Ellie, Homer, Robyn, Lee, Kevin, Corrie i Fi to grupka znajomych, którzy postanawiają spędzić kilka dni poza domem i wybierają się do tajemniczego miejsca w górach zwanego przez miejscowych Piekłem. Kilka dni z dala od domu, rodziców, obowiązków i problemów sprawia, że nastolatkowie nie mają ochoty wracać do domu, ale niestety, ich beztroski odpoczynek dobiega końca i trzeba wrócić do szarej rzeczywistości. To co, nastolatkowie zastają po powrocie do domu przerasta ich najśmielsze wyobrażenia. Domy stoją puste, rodziny zniknęły, psy leżą martwe, krowy ryczą z bólu, po wielu domach zostały tylko gruzy. Nie działają telewizory, telefony, radia. Co się tak naprawdę wydarzyło pod nieobecność nastolatków?

Na początku historia wydaje się trochę schematyczna i przewidywalna, ale szybko następuje zwrot akcji, który sprawia, że książka trzyma w napięciu i wywołuje dreszcz emocji, który towarzyszy czytelnikowi do samego końca. Grupa nastolatków staje przed niepewnym jutrem. Nie wiedzą, co przyniesie następny dzień, a każda minuta ich życia staje się walką o przetrwanie. Nastolatkowie muszę odbyć przyspieszony kurs dorastania i zmienić siebie. Szybko okazuje się, że na ich kraj napadł inny, wybuchła wojna, cywile są jeńcami, a ci, którym udało się uciec lub ukryć walczą o życie każdego dnia. Przyjaciele stają przed trudnymi wyborami, a każda sekunda zbliża ich do siebie coraz bardziej i sprawia, że zaczynają być rodziną i są gotowi poświęcić życie dla drugiej osoby.

John Marsden świetnie buduje charaktery swoich bohaterów. Każdy z nich jest inny i wyjątkowy. Klasowy rozrabiaka staję się odpowiedzialnym przywódcą, zamknięta w sobie i nieśmiała dziewczyna odnajduje siłę do walki, a ta pewna siebie traci pewność i chowa się w cieniu przyjaciół. Nigdy nie możemy przewidzieć jak człowiek zachowa się danej sytuacji i właśnie ta powieść jest doskonałym tego przykładem, bo pokazuje jak przeżycia mogą zmienić człowieka i sprawić, że staną się przeciwieństwem samych siebie.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Prosty, lekki język i do tego narracja pierwszoosobowa, która sprawia, że historia opowiedziana przez Ellie staje się jeszcze bardziej realna i taka prawdziwa. Czasami czułam, że jestem obok bohaterów i przeżywam to wszystko z nimi. Czasami krzyczałam: „Nie róbcie tego, głupi pomysł”, czasami chwaliłam ich za genialne pomysły. Nie ukrywam, że bardzo zżyłam się z bohaterami i mam nadzieję, że kolejne przygody nie zmienią ich zbyt bardzo.

Książkę polecam nie tylko nastolatkom. Niby grupą docelową książki są właśnie nastolatkowie, ale moim zdaniem książka trafi do starszych czytelników, bo ta powieść jest przepiękną galerią emocji i uczuć, których nie można spotkać w każdej książce.

Moja ocena: 7/10