„Stephen King. Sprzedawca strachu” Robert Ziębiński

„Stephen King. Sprzedawca strachu” Robert Ziębiński

493

Chyba każdy z nas wie, kto to jest Stephen King. Nie przypuszczam, że każdy ma fioła na jego punkcie i pochłania jego powieści z prędkością światła, ale przypuszczam, że każdy miał z nim do czynienia. Jedni czytają, drudzy oglądają i nawet nie zdają sobie sprawy, że te najbardziej kultowe horrory są oparte właśnie na powieściach bądź opowieściach króla grozy. Ja przyznaję się bez bicia, że kocham Kinga, a jego nazwisko mnie hipnotyzuje i wystarczył ułamek sekundy, żebym kupiła w/w książkę Sprzedawca strachu to przede wszystkim zbiór wszystkich filmów, seriali oraz różnych produkcji telewizyjnych nakręconych na postawie powieści lub opowiadań Kinga.

Zanim przejdę do meritum, chciałam napisać, że wprowadzenie do książki, czyli rozdział zatytułowany „Dlaczego uwielbiam Stephena Kinga?” jest fantastyczny. Autor książki pisze o tym, że większość z nas kocha Kinga za to, że doskonale prowadzi narrację, że jest niekwestionowanym mistrzem horroru, że pod płaszczykiem grozy kryje głębokie przesłanie i niezwykle mądre historie. Natomiast autor kocha Kinga za to, że dla niego mistrz grozy (po za tym, że jest mistrzem grozy) jest definicją całego rynku wydawniczego. Podaje pełno przykładów, kiedy to wraz z Kingiem zmieniał się cały rynek wydawniczy. To dla Kinga wydawcy „New York Timesa” musieli zmienić reguły układania listy bestsellerów, bo poszło o to, że w 1996 roku na liście najlepiej sprzedający się książek znalazło się, aż dziewięć powieści Kinga, co dawało tylko jedno miejsce dla autora, który Kingiem nie był. Zmieniono zasady i dano szansę innych autorom.

Ale przejdźmy do meritum. Autor, zaczynając od „Carrie”, „Cujo”, „Misery”, na „Pod kopułą” kończąc, w kilku zdaniach streszcza i recenzuje filmy, seriale i różne produkcje telewizyjne oparte właśnie na prozie Kinga. Muszę od razu napisać, że wszystkie komentarze do poszczególnych tytułów są subiektywną opinią autora, dlatego może zdarzyć się tak, że ktoś nie będzie się zgadzał z Panem Robertem. Ja sama w wielu przypadkach nie zgadzałam się z jego opinią, ale nie przeszkadzało mi to. Książka dostarczyła mi świetnej rozrywki, doskonale się przy niej bawiłam. A autor pisze w łatwy, zrozumiały i komunikatywny sposób, więc nie ma większych problemów z przebrnięciem przez tę książkę.

Ta książka jest dla mnie szczególnie ważna, bo dowiedziałam się wielu ciekawych faktów z życia Kinga, o których wcześniej nie wiedziałam. Wiecie, że „Cujo” początkowo miało być historią o kobiecie chorej na wściekliznę, która bała się, że zabije własne dziecko? Ja o tym nie wiedziałam. Zaskoczyło mnie to, bo w końcu „Cujo” to historia psa chorego na wściekliznę, który sieje spustoszenie. Takich i wiele innych ciekawostek można znaleźć w tek książce.

Zanim zakończę chciałam Wam jeszcze napisać kilka słów o „dollar baby”, czyli projekcie stworzonym przez samego Kinga. To właśnie dzięki temu projektowi liczbę filmów opartych na prozie Kinga można śmiało policzyć w setkach. King wspiera młodych i ambitnych reżyserów sprzedając im swoje opowiadania za dolara. Oczywiście, na podstawie tych opowiadań kręcone są krótkometrażowe filmy, a reżyserzy nie mogą czerpać z tych filmów korzyści finansowych, dlatego swoje produkcje mogą pokazać tylko na festiwalach, imprezach i pokazach, co zawsze daje i tak duże szanse na sukces. Moim zdaniem to ładny gest ze strony mistrza horroru.

Sprzedawca strachu to doskonała lektura dla każdego fana Kinga. Gwarantuję Wam, że podczas czytania książki będziecie się świetnie bawić, a ogromna ilość ciekawostek na pewno Was zaskoczy i zaintryguje. Polecam gorąco!

Moja ocena: 7/10

Reklamy
„Monument 14. Odcięci od świata” Emmy Laybourne

„Monument 14. Odcięci od świata” Emmy Laybourne

monument_14_odcieci_od_swiata_1401266427

Powieści postapokaliptyczne od pewnego czasu cieszą się ogromną popularnością, szczególnie te, które są pisane z myślą o młodych czytelnikach. Nie da się ukryć, że powieści te mają w sobie coś tajemniczego i intrygującego, pomimo tego, że większość z nich opiera się na podobnym schemacie. Do przeczytania Monument 14 zostałam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami i opiniami. Spodziewałam się oryginalnej fabuły, ciekawych bohaterów i nowatorskiej historii. Niestety, rozczarowałam się i to bardzo, ale może zacznę od początku.

Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a z nieba zaczynają spadać potężne kulki gradu. Grupa licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka młodszych dzieci po wypadku w drodze do szkoły znajdują schronienie w supermarkecie. Wielki sklep staje się dla nich nie tylko schronieniem, ale również więzieniem. Grupa przerażonych, zdanych tylko na siebie, zdezorientowanych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć sobie swoje małe społeczeństwo, w którym dzielą obowiązki, organizują sobie życie, opiekują się sobą nawzajem i próbują dowiedzieć się, co tam naprawdę się wydarzyło. Szybko okazuje się, że grad to nie ich jedyne zmartwienie, bo ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Po pewnym czasie między starszymi rozwija się chora rywalizacja, a młodsi zaczynają tęsknić za rodzicami i wtedy zaczyna się prawdziwy bałagan.

Narratorem tej powieści jest Dean, młody licealista, który znajduje się w samym centrum tej katastrofy. Dzięki niemu możemy przyjrzeć się tej historii z bliska i spróbować zrozumieć bohaterów i to jest dużym plusem tej książki. Powieść czyta się szybko, jest napisana w łatwy i przyjemny sposób. Akcja rozkręca się w mgnieniu oka i pędzi na łeb i szyję przez całą książkę. Autorka nie daje ani chwili na złapanie oddechu, co rusz zaskakuje nowymi pomysłami i wydarzeniami. Na uwagę zasługuje również wątek broni chemicznej, której działanie jest zależne od grupy krwi.

Może i Monument 14 zasługuje na plus za fabułę, to niestety za bohaterów otrzymuje ocenę niedostateczną.  Według mnie bohaterowie to najważniejsza rzecz w każdej powieści. Tutaj niestety zabrakło mi ciekawych postaci. Miałam wrażenie, że autorka na siłę starała się stworzyć ludzi o różnych charakterach, chciała, aby każdego cechowała odmienna osobowość. Niestety, nie wyszło jej to. Postacie stały się  przerysowane, a nawet momentami były groteskowe. Przez połowę książki zastanawiałam się czy dzieciaki zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji. Faktycznie, tych młodszych można jeszcze jakoś usprawiedliwić, ale zachowanie licealistów było piekielnie dziecinne i nie na miejscu. I to właśnie kiepscy bohaterowie sprawili, że cała fabuła i historia stała się słaba i męcząca, a mogła być niezwykle porywająca i wciągająca.

Zakończenie książki troszeczkę mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się typowego endu, a dostałam kawał ciekawego rozdziału, który może być świetnym początkiem dla kolejnej części. I mam nadzieję, że w kolejnej części wątek miłosny zostanie bardziej rozwinięty, bo w pierwszej części był on tylko cieniem całej historii. Liczę również na to, że autorka się zrehabilituje i poprawi zachowanie bohaterów i kolejną część będę mogła przeczytać z wielką przyjemnością.

Reasumując, Monument 14 to nie jest zła powieść. Fabuła, język autorki, historia i walka o przetrwanie są mocną stroną tej książki. Niestety, kuleją bohaterowie na, których zawsze zwracam największą uwagę. Może moje rozczarowanie spowodowane jest tym, że miałam wobec tej książki ogromne oczekiwania i spodziewałam się fajerwerków. W takim razie do kolejnej części podejdę z większym dystansem i może uda mi się ją pokochać tak bardzo jak kochają ją czytelnicy na całym świecie.

Moja ocena: 5/10