Majowe zdobycze, czyli stosik #1

Majowe zdobycze, czyli stosik #1

W tym miesiącu udało mi się dotrzymać słowa i nie zrobiłam napadu na księgarnię. Odwiedziłam antykwariat, gdzie „wyłowiłam” Sapkowskiego i „Pachnidło…” za naprawdę śmieszną cenę, w bibliotece dorwałam „W drodze” i zupełnie przypadkowo, na promocji kupiłam pozostałe dwie książki. Tak się składa, że na Murakamiego polowałam od dłuższego czasu, natomiast druga książka jest nieplanowanym, spontanicznym zakupem, zobaczymy, czy było warto…

DSCN3572

 

Read more

Reklamy
„W drodze” Jack Kerouac

„W drodze” Jack Kerouac

R082-79c9354

„(…) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo!”

„W drodze” to klasyka literatury współczesnej, to hołd oddany wolności, anarchii i swobodzie. To powieść o bitnikach. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w USA powstał tzw. ruch Beat Generation, który był nieformalnym, awangardowym ruchem rozpowszechniającym idee nonkonformizmu, anarchistycznego indywidualizmu, swobody i wolności. Przedstawicielami i zwolennikami tego ruchu byli bitnicy, którzy ponad wszystko cenili sobie swobodę i wolność w szerokim pojęciu tego słowa. Bitników charakteryzował: niechlujny ubiór, wrogość wobec konsumpcyjnego społeczeństwa, chęć podróżowania, zażywanie narkotyków, spożywanie alkoholu w takich ilościach, że ilość powietrza w wydychanym alkoholu sięgała blisko zeru oraz filozoficzne i skomplikowane podejście do życia (i tutaj pomoc cioci Wikipedii okazała się niezastąpiona, bo sama do tej pory niewiele wiedziałam na temat Beat Generation 🙂 )

Jack Kerouac, który jednocześnie jest autorem oraz narratorem powieści, utożsamił swoje życie z ruchem, podróże stały się więc nieodłącznym elementem jego istnienia. Główny bohater powieści poznaje nieobliczalnego i dość pokręconego faceta o imieniu Dean. Sal zafascynowany swoim nowym przyjacielem postanawia wyruszyć z nim w szaloną podróż przez Amerykę. Podróżując autostopem, kradzionymi samochodami i swoimi gablotami z kilkoma dolarami w kieszeni, szukają niezapomnianych przygód, bezgranicznej miłości, towarzystwa, jazzu, narkotyków i… sensu życia. „W drodze” to historia o dziwnych przyjaciołach, którzy wpadają w wir szalonej włóczęgi przez Amerykę i próbują spełniać swoje marzenia. Bohaterowie robią wszystko, co tylko dusza zapragnie i co zasługuje na potępienie- od łamania przepisów ruchu drogowego, po kradzieże i rozboje. Pokręceni na maksa, nie potrafią odnaleźć się w normalnym życiu, założyć rodziny i ustatkować się. „Życie w drodze” to jedyne czego pragną.

„W drodze” to potwornie chaotyczna powieść, w której dzieje się bardzo dużo. To niezwykłe, że autostopem z ograniczonym budżetem można przemierzyć cały kraj i jeszcze dać się ponieść szalonym przygodom. W niektórych momentach chciałam znaleźć się na miejscu bohaterów. Zazdrościłam im tej wolności, braku zmartwień, życia w biegu, czerpania przyjemności i szczęścia z małych rzeczy. Jednak takie życie to nie tylko plusy, ale również minusy. Bohaterowie, tracąc swoje ostatnie pieniądze, byli zmuszani do kradzieży albo ciężkiej pracy, żeby móc ruszyć dalej. Bitników charakteryzuje filozoficzne podejście do życia, co bardzo utrudniało im sprawę, bo cały czas poszukiwali sensu istnienia. Ciągle mieli mało, pragnęli więcej, gubili się we własnym życiu i tracili nad nim kontrolę. Ogromnym plusem książki jest to, że cała historia opowiadana jest na przestrzeni lat i dzięki temu możemy poznać bohaterów na różnych etapach ich życia, zobaczyć jak doświadczenia zmieniają ich i kształtują. Pomimo licznych błędów i głupot, które popełniali bohaterowie i które czasami raziły i przyprawiały o zawroty głowy, to z ręką na sercu mogę powiedzieć, że bardzo się z nimi zżyłam. Trudno mi było- i jest, się z nimi rozstać. Chwilami czułam, że jestem tam z nimi, przeżywam to co oni, dlatego tak bardzo się do nich zbliżyłam. Każdy z bohaterów był pokręcony na swój sposób, ale to właśnie sprawiało, że byli tacy wyjątkowi. Zajęli oni wyjątkowe miejsce w moim sercu i na pewno zostaną tam na długo.

„W drodze” mogę polecić każdemu. To nietypowa książka, którą wbrew pozorom czyta się przyjemnie. Jest to lektura przeznaczona szczególnie dla tych, którzy nie raz myśleli o „życiu w drodze”, czyli wiecznej wędrówce przez świat. Ale ta książka to przede wszystkim okrutna rzeczywistość i prawdziwe oblicze Ameryki lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Moja ocena: 8/10

„Kobieta na krańcu świata 3” Martyna Wojciechowska

„Kobieta na krańcu świata 3” Martyna Wojciechowska

352x500

Martyna Wojciechowska to silna, niezależna, pewna siebie i świadoma kobieta, która robi to co kocha. Na co dzień matka Marysi i zapalona podróżniczka. Zdobyła Koronę Ziemi, wzięła udział w rajdzie Paryż-Dakar oraz Sahara-Dakar i ukończyła go jako pierwsza Polka. Interesuje się motoryzacją, nurkowaniem, wspinaczką i… podróżami. Jest redaktorem naczelnym polskiego National Geographic. Moim zdaniem Martyna jest wzorem do naśladowania, kobietą, którą warto podziwiać za to co robi i jak się tym dzieli z innymi.

Na pewno kojarzycie program o tym samym tytule. Napisana przez Martynę książka jest doskonałym uzupełnieniem programu. W pół godziny można pokazać tylko namiastkę tego co tam się działo, dlatego Martyna postanowiła napisać książkę, żeby pokazać o wiele więcej. I wyszło jej to naprawdę dobrze, pomimo tego, że tak wiele razy podkreślała, że pisać nie lubi. Podoba mi się to jak Martyna opowiada. Nie skupia się tylko na historiach bohaterek, ale opisuje różne, piękne miejsca, opowiada o ludziach, których spotkała zupełnie przypadkowo, wspomina zabawne przygody, które przytrafiły się całej ekipie, pisze o emocjach, które goszczą na twarzach bohaterek w trakcie rozmów i dzieli się swoimi odczuciami i przemyśleniami.

A styl pisani Martyny jest lekki i prosty, dzięki temu książkę czyta się szybko i bez większych problemów. Treści jest naprawdę sporo. Nie dość, że Martyna opowiada historie bohaterek to dodatkowo robi nam krótką powtórkę z historii, przywołuje legendy i ciekawe wydarzenia, które miały miejsce w Polsce, ale co najważniejsze, zasypuje nas masą ciekawostek. Uwielbiam czytać różne ciekawostki ze świata, które czasami szokują, bawią, wprawiają w zakłopotanie i uczą, dlatego duża ilość ciekawostek jest ogromnym plusem tej książki. Kolejnym plusem jest jakość papieru i duża ilość zdjęć, które jeszcze bardziej wciągają nas w lekturę i sprawiają, że te wszystkie historie stają się nam bliższe.

Ale to bohaterki książki zasługują na największą uwagę. To zadziwiające, że czasami wystarczy 500 km, żeby rola kobiety i jej cele zupełnie różniły się od naszych. Dziękuję Martynie, że pozwoliła mi poznać te wszystkie wspaniałe kobiety. Każda bohaterka żyje w innych świecie, pełni inną rolę w rodzinie i życiu, ma inne cele, marzenia i pragnienia, wiedzie zupełnie inne życie. Jedna opiekuje się szczurami, druga fizycznie jest mężczyzną, ale psychicznie stuprocentową kobietą, trzecia większość życia spędza w powietrzu, czwarta jest pogromczynią byków, piąta uprawia czary, szósta jest kangurzą mamą, a siódma pełni rolę potrójnej żony. Pozornie, te kobiety nie łączy nic, ale jest jedna rzecz, która sprawia, że łączy je jednak bardzo dużo: są kobietami. I robią to, co każda kobieta.

Niektóre historie są bardzo szokujące. Sama Martyna różnie reagowała na opowieści swoich bohaterek, nie zawsze podobało jej się to, co robiły, ale zawsze okazywała im szacunek i zrozumienie i nigdy nie próbowała ich zmieniać i namawiać na wybranie innej drogi. Martyna z ekipą odwaliła kawał dobrej roboty. Pokazała mi piękne miejsca i wspaniałe bohaterki. Przybliżyła mnie do tak odległych i niedostępnych miejsc, nauczyła mnie, że kobieta jest kobietą i każda z nas zasługuje na ogromny szacunek za to, co robi.

Serdecznie polecam Wam „Kobietę na krańcu świata 3”. To niesamowita podróż do dziwnych miejsc i możliwość poznania tajemniczych kobiet. Doskonała książka podróżnicza, która zasługuje na większą uwagę i uznanie niż program, który niestety nie pokazuje tak wiele jak lektura.

Moja ocena: 8/10

„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind

„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind

1421_pachnidlo

Tytuł książki sugeruje, że mamy do czynienia z kryminałem albo thrillerem, ale nic bardziej mylnego. Osoby poszukujące brutalnych morderstw, tajemniczego wizerunku mordercy, zagadki przeciskającej się przez wszystkie strony, niestety się rozczarują, bo książka nie opowiada historii typowego mordercy. W takim razie o czym jest pachnidło? Kim jest tytułowy morderca?

Historia rozpoczyna się 17 lipca 1738 roku w Paryżu, kiedy to na straganie rybnym przychodzi na świat Jan Baptysta Grenouille, który posiada niezwykły dar, dzięki któremu może wyczuć i rozpoznać każdy zapach. Życie tego chłopca od początku nie jest usłane różami: najpierw zostaje odebrany matce, potem trafia do rąk jednej z mamek, która szybko nudzi się opieką nad chłopcem, trafia do kolejnej i kolejnej, aż wreszcie przygarnia go kobieta, która jest pozbawiona wszelkich uczuć. Po kilku latach madame Gaillard, przerażona dziwnymi zdolnościami chłopca, postanawia oddać go w ręce paryskiego garbarza. Chłopiec przez długie lata ciężko pracuje, jada resztki i ochłapy, śpi na zimnej, twardej podłodze i… przechadza się po ulicach Paryża po to, aby rozwijać i doskonalić swój dar. Wreszcie trafia do najlepszego paryskiego perfumiarza, który stoi na skraju bankructwa i pomaga mu odbić się od dna, opracowując najpiękniejsze zapachy na świecie. Po latach otrzymuje tytuł czeladnika i wyrusza w świat. Kolejne 7 lat życia spędza w jaskini żywiąc się mchem, ptakami, dżdżownicami. Przerażony pewną wizją, odrzuca życie w jaskini i rusza dalej. Lata mijają, a Jan Baptysta znajduje pracę w warsztacie perfumeryjnym, gdzie chce doskonalić metodę, dzięki której uzyska wymarzony i upragniony zapach.

Autor książki stworzył niesamowitą postać. Chłopiec, który na początku wzbudza naszą litość, staje się obrzydliwym mordercą, którego zaczynamy nienawidzić. Jan Baptysta Grenouille to jedna z najciekawszych i najbardziej intrygujących postaci, z którymi miałam okazję się spotkać. Poznajemy chłopca, kiedy przychodzi na świat, towarzyszymy mu przez pierwsze miesiące życia, przyglądamy się jego okrutnej egzystencji, podróżujemy razem z nim. Wydaję się, że wiemy wszystko na temat głównego bohatera, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Moim zdaniem jeszcze żaden autor nie skupił się tak bardzo na psychice i przemyśleniach głównego bohatera. Ciekawe jest również, że główny bohater nie posiada uczuć. Nie potrafi kochać, nienawidzić, współczuć. Jest również odporny na choroby i ból.

Patrick Süskind ma niezwykle piękny język narracji. Jego powieść jest pełna poetyckich opisów, które czyta się bardzo łatwo i szybko. W książce pojawia się bardzo mało dialogów. Autor z ogromną dokładnością i precyzją opisuje zapachy i „rozbiera” je na części, odkrywa je na nowo, przedstawia w zupełnie inny sposób. Czasami zatrzymywałam się podczas lektury i próbowałam doszukać się w jakimś zapachu czegoś innego, bardziej głębokiego, chciałam przynajmniej na chwilę poczuć świat tak jak główny bohater. Ta powieść to wspaniała podróż po królestwie zapachów. Nietypowa historia, która powinna wciągnąć każdego. Dzięki tej książce odbyłam osobistą podróż i pierwszy raz podczas czytania nie próbowałam wyobrażać sobie poszczególnych scen, ale usiłowałam za wszelką cenę wyobrazić sobie te wszystkie zapachy.

Książka ta, u jednych może wzbudzić zachwyt, a u drugich obrzydzenie, bo główny bohater popełnia okrutne zbrodnie, które służą tylko zaspokojeniu jego potrzeb i spełnieniu jego marzenia, ale nie łatwo przejść obok tej książki obojętnie, bo wzbudza skrajne emocje i na pewno zostaje w pamięci. To nietypowa i absurdalna historia, która opisuje drogę do spełnienia marzeń, zaspokojenia potrzeb, uciszenia sumienia, złagodzenia instynktu i walki z darem, który jednocześnie jest przekleństwem.

Moja ocena: 7/10

„Prochy” Ilsa J. Bick

„Prochy” Ilsa J. Bick

prochy-b-iext8577122

Po wielkim sukcesie „Igrzysk Śmierci” pisarze na całym świecie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęli przelewać na kartki tudzież ekrany komputerów swoje brutalne wizje przyszłości. I nie widzę w tym nic złego, w końcu tego typu książki znalazły na świecie rzeszę fanów i cieszą się ogromnym sukcesem. Do książek tego typu śmiało można zaliczyć „Prochy”. I bez bicia przyznam się, że to napis na okładce, który brzmi: „Jedna z najlepszych powieści w duchu Igrzysk Śmierci”, zachęcił mnie do przeczytania tej książki. „Prochy” to pierwsza część trylogii, która w Polsce nie doczekała się kontynuacji.

Alex, śmiertelnie chora 17-latka, postanawiam rzucić wszystko i wyruszyć w podróż, która ma jej pomóc uporządkować życie i pogodzić się ze śmiercią. W trakcie żmudnej i ciężkiej podróży niebo rozświetla oślepiający błysk, a na ziemię spada deszcz martwych ptaków. A to dopiero początek… Telefony i inne urządzenia nie działają, jedynym środkiem transportu są własne nogi, a od miasta dzieli dziewczynę dobre kilka dni drogi. Alex wraz ze swoją młodszą towarzyszką Ellie, którą poznała na chwilę przez rozbłyskiem, wyrusza w drogę w poszukiwaniu schronienia. Szybko okazuje się, że brak prądu i deszcz martwych ptaków to nie jedyny problem dziewczyn. Alex i Ellie na swojej drodze napotykają nastolatków, którzy przejawią akty kanibalizmu. Na szczęście, jakiś czas później, na ratunek przychodzi Tom- młody żołnierz na urlopie, który postanawia dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło i wyrusza z dziewczynami w dalszą podróż.

Książkę czytałam bardzo długo. Nie mogłam przez nią przebrnąć. Autorka opisywała sceny w bardzo chaotyczny sposób i często łapałam się na tym, że nie wiedziałam, co wydarzyło się 5 kartek temu. Mimo wszystko, historia była bardzo intrygująca. Nie brakowało w niej akcji. Każdy rozdział obfitował w zaskakujące wydarzenia. Opis książki wskazywał na wartką akcję, ale przyznam, że nie spodziewałam się tylu opisów brutalnych scen. Zaskakiwało mnie, że autorka z tak dużą dokładnością opisywała akty kanibalizmu, agresji wobec zwierząt i drugiego człowieka oraz morderstwa. Nie ukrywam, że czasami musiałam zamknąć oczy i poczekać chwilę, żeby ochłonąć. Dziwne, że grupą docelową tej książki jest młodzież. Moim zdaniem to zdecydowanie zbyt mocna książka dla młodych ludzi. Sama jestem nastolatką i przyznaję, że nie raz czułam obrzydzenie, a książka wywołała u mnie skrajne emocje.

Ilsa J. Bick stworzyła niezwykle mocną fabułę, która może zdziwić niejednego doświadczonego czytelnika. Ale „Prochy” to nie tylko wizja przerażającego świata, ale to również powieść o dojrzewaniu, walce z własnymi lękami, godzeniu się z losem i miłości, która nawet w obliczu tak potwornych rzeczy jest w stanie przetrwać. Śmiało mogę polecić tą książkę, ale po raz kolejny podkreślam, że książka jest przeznaczona dla trochę starszych czytelników.

Moja ocena: 6/10